„Życie” – mówi. „Takie, którego nie widać, gdy się nad nim przelatuje”.
Potem rozluźnia pięść, a klucz znów błyśnie, uparty jak wspomnienie.
Rozpoznajesz ten fioletowy sznurek.
To z jej starego szkolnego plecaka, tego, w którym nosiła książki dla innych dzieci, bo kochała historie bardziej niż dumę.
Wtedy powiedziała ci, że biblioteka uratuje Vilę Aurorę.
Miejsce, w którym dzieci będą mogły czytać, zamiast uczyć się najpierw strachu.
Obiecałeś jej, że ją zbudujesz.
A potem odszedłeś.
Wmawiasz sobie, że to dla studiów, dla szansy, dla lepszego życia, które mógłbyś przywrócić.
Ale prawda jest taka, że uciekłeś.
Uciekłeś, bo byłeś zmęczony byciem biednym, zmęczony wstydem, zmęczony potrzebą nadziei jak tlenu.
Uciekłeś, a świat nagrodził cię za to, że odszedłeś.
Teraz stoisz tu, odnosząc sukcesy, a ona stoi tu, przeżywając.
Ten kontrast przyprawia cię o mdłości.
Mówisz: „Nigdy o tobie nie zapomniałam”.
Usta Lívii się zaciskają.
„Oczywiście, że nie”, odpowiada. „Jestem twoją ulubioną smutną historią”.
Wzdrygasz się, bo to prawda.
Wmawiałeś sobie, że trzymałeś ją w sercu, ale może trzymałeś ją jako dowód, że kiedyś byłeś dobry.
Deszcz się wzmaga, teraz mocniej.
Przyciąga kolana bliżej piersi, chroniąc resztki ciepła.
Bez namysłu zrzucasz swoją drogą kurtkę i próbujesz zarzucić ją na jej ramiona.
Leave a Comment