Zniżasz głos. „Tato” – mówisz delikatnie. „Powiedz mi prawdę”.
Szczęka ojca zaciska się. Jego wzrok wędruje na Tomása, jakby sprawdzał, czy wolno mu mówić.
A kiedy Tomás to zauważa, wybucha śmiechem.
„Och, nie zaczynaj z tym dramatyzmem” – mówi Tomás, machając ręką. „Są zmęczeni. Daj im odpocząć”.
Powoli odwracasz głowę, wpatrując się w niego.
„Nie mów za nich” – mówisz.
Uśmiech Tomása słabnie na pół sekundy.
Potem powraca, ostrzejszy.
„Zawsze myślałeś, że jesteś lepszy” – mówi. „Wyjechałeś z miasta, jakbyś był za dobry na kurz. A teraz wracasz w tym garniturze, żeby nas osądzać”.
Zaciskasz dłonie.
Nie chodzi o dumę. Chodzi o skradzione lata.
Robisz kolejny krok, wystarczająco blisko, żeby poczuć zapach Tomása: tanią wodę kolońską i papierosy, zapach kogoś, kto wydał twoje pieniądze na komfort, podczas gdy twoi rodzice spali na ziemi.
„Zarządzałeś ich kontami” – mówisz. „Mówiłeś, że pomożesz w banku. Mówiłeś, że dopilnujesz, żeby mieli wszystko, czego potrzebują”.
Oczy Tomása błysnęły. „I tak zrobiłem” – warknął. „Zapłaciłem rachunki. Kupiłem jedzenie. Naprawiłem rzeczy”.
Gestem wskazujesz na popękane ściany i zardzewiały dach.
„To?” – pytasz. „To naprawiłeś?”
Usta Tomása zaciskają się mocno.
Po raz pierwszy wygląda na wystarczająco zirytowanego, by zdjąć maskę.
Leave a Comment