W pomieszczeniu zrobiło się zimniej.
Diana delikatnie odchrząknęła i z precyzją położyła ostatnie dokumenty na stole, składając jeden jedyny podpis wymagany do zakończenia postępowania.
Caroline wyciągnęła rękę.
Czuła, jak uwaga Anthony’ego wyostrza się, gdy pochylała się nad papierami. Szmaragdowy płaszcz poruszył się delikatnie w jej ruchu – materiał się przesunął, sylwetka się zmieniła.
A potem płaszcz się rozstąpił.
Cisza natychmiast pochłonęła pokój. Nie była to zwykła cisza. Była to gęsta, dusząca cisza, jakby niedowierzanie wyssało z niego cały tlen.
Długopis Anthony’ego wyślizgnął się z palców.
Uderzył o wypolerowany stół z lekkim brzękiem, potoczył się głośno i zatrzymał się obok teczki Diany.
Anthony wpatrywał się.
Jego twarz zamarła.
Jego wzrok utkwił w Caroline. Niewątpliwa krzywizna.
„Co właściwie?”, wyszeptał, a jego głos załamał się na krawędziach, „co widzę?”.
Caroline powoli wypuściła powietrze, pozwalając płaszczowi rozchylić się bez oporu. Nie było sensu się teraz ukrywać.
„Jestem w siódmym miesiącu ciąży, Anthony”, powiedziała spokojnie.
Twarz Anthony’ego zbladła z alarmującą szybkością. Wstał gwałtownie, krzesło zgrzytnęło o podłogę.
„To…”, wyjąkał. „Ten wynik został uznany za medycznie mało prawdopodobny. Specjaliści wielokrotnie potwierdzali nasze biologiczne ograniczenia przez wyczerpujące lata”.
„Określali możliwość jako ograniczoną”, odpowiedziała stanowczo Caroline, „a nigdy nie nieistniejącą”.
Leave a Comment