„Uderzyła moją żonę” – mówi spokojnym głosem. „Moja żona właśnie przeszła operację. Próbowała zabrać naszego syna. Gdyby policja nie przyjechała, kiedy przyjechała, nie wiem, co by się stało”.
Adwokat Margaret wnosi sprzeciw. Sędzia odrzuca jego decyzję.
Margarita w końcu zabiera głos i próbuje zrobić to, co zawsze. Próbuje uczynić z tego pokoju swój salon. Próbuje uczynić sędziego swoją publicznością.
„Chciałam tylko tego, co najlepsze” – mówi drżącym głosem. „Moja córka nie może mieć dzieci. Olivia była przytłoczona. Myślałam…”
„Myślała pani, że może pani decydować” – przerywa sędzia, ostrzej niż się spodziewała.
Margarita mruga. „Słucham?”
Sędzia pochyla się do przodu. „Próbowała pani zabrać niemowlę z zamkniętego oddziału szpitalnego” – mówi. „Zaatakowała pani matkę. I przyjechała pani z dokumentami, które miały na celu wywarcie na nią presji, gdy była leczona i dochodziła do siebie. To właśnie pani zrobiła”.
Twarz Margaret zrzedła. „Nie, Wysoki Sądzie, nie rozumie pan…”
„Rozumiem doskonale” – odpowiada sędzia. „I wydaję nakaz w trybie pilnym”.
Młotek uderza. Dźwięk jest ostry. Ostateczny.
Usta Margaret otwierają się, ale nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. Po raz pierwszy jej moc nie działa. Pieniądze nie uginają się w tej chwili. Jej imię jej nie ratuje. Jej stare sztuczki po prostu wyglądają na to, czym są.
Przed salą sądową Margaret rzuca się na ciebie, zatrzymując się tylko dlatego, że wkraczają zastępcy. Jej głos drży z wściekłości.
„Zrobiłeś mi to” – syczy.
Patrzysz na nią spokojnie. „Sam sobie to zrobiłeś” – mówisz.
Jej oczy błyszczą. „Pożałujesz tego”.
Lekko przechylasz głowę. „Nie” – syczy.
Leave a Comment