„Możemy to zrobić” – mówi prokurator.
Kiedy się rozłączasz, wpatrujesz się w telefon. Znajome uczucie mrowi cię w piersi. To nie zemsta. To odpowiedzialność. Nie zostałeś sędzią, bo lubiłeś władzę. Zostałeś nim, bo nienawidziłeś tego, co się działo, gdy dręczyciele nie zostali powstrzymani.
Ethan wchodzi do sali z kawą i teczką. „Dał mi to administrator szpitala” – mówi.
Bierzesz teczkę. W środku są wydrukowane raporty z incydentów, ograniczenia dotyczące odwiedzin, dokumentacja. Ethan siada obok ciebie, obserwując twoją twarz, gdy czytasz.
„Przepraszają” – mruczy. „Powiedzieli, że powinni byli ją lepiej zbadać”.
Kiwasz głową. „Zmienią zasady” – mówisz. „Zawsze tak robią, gdy ktoś krwawi”.
Ethan wzdryga się na słowo „krwawi”. Wyciąga rękę po twoją dłoń, tym razem ostrożnie, a ty mu na to pozwalasz. Jego dłoń jest ciepła, pewna, prawdziwa.
„Rozmawiałem z Karen” – mówi cicho.
Unosisz brew.
„Jest… złamana” – przyznaje. „Powiedziała, że mama od lat obiecuje jej dziecko. Jak nagrodę. Jak lekarstwo. Karen powiedziała, że nie sądzi, by mama naprawdę cię skrzywdziła”.
Wpatrujesz się w Noaha i Norę. „Karen jej nie powstrzymała” – mówisz.
„Nie” – szepcze Ethan. „Nie”.
Przełykasz ślinę, ból, gniew i empatia walczą w tobie jak zwierzęta w klatce. „Co się stanie z Karen” – pytasz – „to zależy od Karen”.
Ethan kiwa głową. „Powiedziałem jej, że potrzebuje terapii. I granic. I że ona…
Leave a Comment