Desawn próbowała się do niej dodzwonić kilka razy, zostawiając wiadomości głosowe o różnej treści – od przeprosin, przez gniewne, po wręcz groźne. Jasmine poradziła jej, żeby zachowała je wszystkie jako dowód. „Dzień dobry, piękna” – powiedziała Jasmine, gdy Chenise weszła do kuchni. Stała przy kuchence i przewracała naleśniki, podczas gdy Amara siedziała przy barze śniadaniowym i już zajmowała się swoim stosem.
„To najlepsze naleśniki w życiu” – oznajmiła Amara, a syrop spływał jej po brodzie. „Niech twoja babcia Ruby tego nie usłyszy” – odparła Chenise, czochrając córkę po włosach. „Uważa, że robi najlepsze naleśniki na świecie”. „Babciu Ruby”. Chenise musiała do niej dzisiaj zadzwonić. Musiała jej powiedzieć o swojej decyzji.
To nie miała być łatwa rozmowa. Salon był zamknięty od 3 miesięcy, podczas gdy Chenise zajmowała się postępowaniem sądowym i próbowała ułożyć sobie życie na nowo. Jej stali klienci byli wyrozumiali, ale wiedziała, że traci klientów z każdym dniem, gdy drzwi pozostawały zamknięte.
Niektórzy z jej klientów znaleźli innych stylistów i nie mogła ich za to winić. Ale wczoraj podjęła decyzję. Czas otworzyć salon. „Idę dzisiaj do salonu” – oznajmiła Chenise, odbierając talerz naleśników, który podała jej Jasmine. „Sama?” – zapytała Jasmine, a w jej głosie pojawił się niepokój. „Czas już, Jasp. Nie mogę się wiecznie ukrywać.”
Prawda była taka, że Chenise rozpaczliwie tęskniła za swoim salonem. Tęskniła za rytmem swojej pracy, satysfakcją z sprawiania, że kobiety czują się piękne, za wspólnotą kobiet, które gromadziły się tam, by dzielić się swoim życiem. Salon nie był tylko jej biznesem. Był jej sanktuarium, miejscem, w którym czuła się sobą. Po śniadaniu Chenise pojechała znajomymi ulicami w stronę salonu.
Budynek wyglądał tak samo z zewnątrz – mała ceglana budowla wciśnięta między zakład fryzjerski a sklep spożywczy. Ale okna były zakurzone, a za szklanymi drzwiami widziała stertę poczty. Przez kilka minut siedziała w samochodzie, zbierając siły. Co, jeśli ludzie obwinią ją za to, co się stało? Co, jeśli pomyślą, że powinna była wyjechać wcześniej, powinna być silniejsza? Co, jeśli nikt nie wróci? Wtedy przypomniała sobie, co zwykła mówić babcia Ruby: „Kochana, nie możesz pozwolić, by strach decydował za ciebie. Strach
trzyma cię małą, kiedy Bóg chciał, żebyś była wielka”. Chenise wysiadła z samochodu i otworzyła drzwi salonu. W pomieszczeniu unosił się stęchły zapach po tak długim zamknięciu. Kłębki kurzu tańczyły w promieniach słońca wpadających przez okna. Jej fotel fryzjerski stał pusty i czekał. Półki wciąż były zapełnione produktami.
Leave a Comment