Siedzisz na starej kanapie Olivii, z kolanami ściśniętymi razem, a ręce trzęsą ci się tak bardzo, że ledwo możesz rozpiąć ostatni guzik kurtki. W pokoju panuje półmrok, oświetlony pojedynczą żółtą żarówką, przez którą każda brudna butelka i porzucona łyżeczka wyglądają jak dowód.
Malutkie usta dziecka przeszukują tkaninę niczym desperacki kompas, a w chwili, gdy odsuwasz koszulkę, jej ssanie jest natychmiastowe. Nie delikatne, niegrzeczne. Czyste przetrwanie.
Leave a Comment