Judith ścisnęła się w piersi.
„Wcześniej dziś wieczorem był kolejny telefon na numer alarmowy 911 z tego adresu”.
Judith zamrugała. „Kolejny telefon?”
„O 23:42” – powiedział Mercer. „Ale został odwołany niemal natychmiast”.
Głos Judith zniżył się do szeptu.
„To nie była Lily”.
Mercer powoli skinął głową.
„Głos w odwołanym połączeniu należał do dorosłego mężczyzny”.
Judith poczuła, jak świat lekko się chwieje.
„Trevor” – wyszeptała.
„Trevor?” – zapytał Mercer.
„Były mąż mojej córki”.
Hall podszedł bliżej. „Możemy mieć wystarczająco dużo powodów, żeby wejść”.
Mercer znów szybko odezwał się do radia, prosząc przełożonego o zgodę.
Judith wyjrzała przez kuchenne okno.
W środku zobaczyła różowy plecak Lily leżący na podłodze.
Ten widok ścisnął jej gardło.
„Coś jest nie tak” – powiedziała cicho.
Wyważanie drzwi
Po kilku minutach przyjechał kolejny radiowóz, a za nim sierżant.
Po krótkiej wymianie zdań podjęto decyzję.
Hall wyciągnął łom z bagażnika.
„Proszę się odsunąć, proszę pani”.
Judith zeszła z ganku, gdy Hall wbił narzędzie w framugę drzwi.
TRZASK.
Zamek trzasnął.
Drzwi powoli się otworzyły, pogrążając się w ciemności.
Hall wszedł pierwszy, Mercer za nim.
„Policja! Kto jest w środku, proszę zareagować!”
Snop światła ich latarek omiótł salon.
Judith ostrożnie szła za nimi.
Pomieszczenie wyglądało… pusto.
Za pusto.
Kanapa zniknęła.
Zniknął stolik kawowy.
Zniknęły rodzinne zdjęcia, które kiedyś wisiały na ścianie.
Tylko blade, prostokątne cienie pozostały tam, gdzie wisiały.
„To miejsce wygląda na opróżnione” – mruknął Hall.
Głos Judith drżał. „Alyssa nigdy by się nie przeprowadziła bez mojej wiedzy”.
Mercer oświetliła podłogę latarką.
Żadnych zabawek.
Żadnych butów.
Żadnych gratów.
Wyglądało jak dom modelowy.
Z wyjątkiem plecaka.
Różowy plecak Lily leżał przy drzwiach kuchennych, na wpół otwarty.
Judith rzuciła się naprzód, zanim Mercer zdążył ją powstrzymać.
W torbie były szkolne papiery.
Piórnik.
I pluszowy królik Lily.
Kolana Judith osłabły.
„Była tu dziś wieczorem” – wyszeptała.
Mercer rozejrzała się po kuchni.
Lodówka była otwarta.
Pusta.
Szafki były puste.
„To nie była zwykła przeprowadzka” – powiedział Mercer.
„Ktoś szybko wszystko sprzątnął”.
Hall szedł korytarzem.
„Sypialnie jak na razie czyste”.
Judith powoli podążyła za nim.
Sypialnia Alyssy wyglądała na nietkniętą – ale nie na miejscu.
Łóżko było starannie pościelone.
Za starannie.
Brak ładowarki do telefonu.
Brak ubrań.
Brak butów.
Drzwi szafy się otworzyły.
Puste wieszaki cicho zabrzęczały o siebie.
„Ona się tak nie pakowała” – powiedziała Judith.
Hall wszedł do pokoju Lily.
Pokój dziecka był pusty.
Brak plakatów.
Brak zabawek.
Brak koców.
Tylko materac na metalowej ramie.
Leave a Comment