Mój mąż uśmiechnął się ironicznie na korytarzu sądu, gdy zobaczył mnie stojącą samotnie – bez prawnika, bez wsparcia, bez niczego. Wyglądał na tak pewnego siebie, jakby to już było po wszystkim. Nie zareagowałam. Po prostu stałam tam, spokojna, czekając. Bo nie wiedział… że następna osoba, która przejdzie przez te drzwi, nie będzie byle jakim prawnikiem – to będzie to nazwisko, z którym nigdy nie chciałby się zetknąć.
Leave a Comment