Część 1: Fasada Zmęczenia
Z trudem zapinałam sukienkę – granatową jedwabną suknię do ziemi, która kiedyś zsuwała się jak woda, a teraz była jak imadło. Była o rozmiar większa niż nosiłam, ale materiał wciąż ciasno opinał moją gojącą się bliznę po cesarskim cięciu, a tępe pulsowanie przypominało mi, że moje ciało zostało rozcięte zaledwie cztery miesiące temu.
W kołysce przy oknie bliźniaki, Noah i Emma, płakały. To była harmonia pragnień – ostre, rytmiczne zawodzenie Noaha i cichsze, skomlące jęki Emmy. Były głodne. Albo zmęczone. A może po prostu wyczuwały napięcie w pokoju, gęste i duszące jak wilgoć przed burzą.
Liam stał przed dużym lustrem, poprawiając onyksowe spinki do mankietów. Był uosobieniem sukcesu: trzydzieści cztery lata, linia szczęki tak ostra, że mogłaby ciąć szkło, w smokingu, który kosztował więcej niż mój pierwszy samochód. Spojrzał na moje odbicie w lustrze, a jego górna warga wykrzywiła się w grymasie niesmaku.
„Naprawdę masz to na sobie?” zapytał, nie odwracając się.
Brak opisu zdjęcia.
Zamarłam, a moja ręka drżała na zamku. „To jedyna formalna sukienka, która teraz na mnie pasuje, Liam. I ledwo.”
Odwrócił się, lustrując mnie od stóp do głów. Jego wzrok nie zatrzymał się na mojej twarzy ani na cieniach pod oczami, których makijaż nie był w stanie do końca ukryć. Zatrzymał się na mojej talii. Na miękkości moich ramion. Na tym, jak sukienka przylegała do moich poporodowych bioder
Leave a Comment