Rozdział 1: Krwawa kolacja
Drzwi wejściowe otworzyły się i zamknęły z cichym kliknięciem zapadki.
Stałem w holu mojego osobistego piekła, z zimnymi kluczami w dłoni. Była 19:15. Spóźniłem się piętnaście minut.
„Spóźniłeś się”.
Głos Dave’a dobiegł z salonu, niski i jadowity. Pojawił się w drzwiach, niczym burzowa chmura w dopasowanej koszuli. Zapach whisky otaczał go gorzką aureolą.
„Przepraszam, Dave” – powiedziałem, a mój głos brzmiał już jak pisk myszy. „W biurze była pilna sprawa. Musiałem…”
Uderzenie było jak grzmot w cichym domu. Odchyliłem głowę na bok, a policzek eksplodował białym, rozpalonym bólem.
„Przepraszam” – warknął. „Moja matka czeka na kolację od godziny. Idź do kuchni”.
Leave a Comment