Gergő położył wędzone żeberka na lodówce, którą zarezerwował wyłącznie dla siebie, i zatrzasnął drzwi z hukiem.
– Słuchaj, Nóro. Od jutra każdy będzie żył na własny koszt. Zapłać za to z własnego czynszu.
I tak wysyłasz synowi połowę pensji – a ja muszę was oboje utrzymywać?
Stałem przed kuchenką, trzymając pusty garnek, w którym też nic nie było ugotowane tego dnia.
– Naprawdę tak myślisz? – zapytałem.
– Mówię zupełnie poważnie – odpowiedział chłodno. – Ja zarobię swoje, ty swoje.
Jeśli chcesz pomóc synowi, zrób to, ale nie z mojej kieszeni.
Po tych słowach odwrócił się i wszedł do pokoju. Jego talerz pachniał smażonymi ziemniakami, mięsem i świeżą sałatą.
Przez chwilę wpatrywałem się w swój pusty garnek, a potem spojrzałem w stronę lodówki.
Po lewej jego „imperium”: pasztety, drogie wędliny, importowane sery, oliwki. Po prawej moja „racja żywnościowa”: paczka paluszków krabowych i trzy jajka.
Pracowałam jako kasjerka, moje zarobki szły na podstawowe wydatki i utrzymanie syna.
Tydzień później, gdy przechodziłam przed drzwiami salonu z kubkiem herbaty, Gergő zawołał za mną:
„Ty, nie chudłaś ostatnio? Czy po prostu jesteś na diecie?”
Nie odpowiedziałam. Wiedział dokładnie, co mam na talerzu. Makaron bez oleju – bo już go nie było, nie mogłam kupić nowego.
Wyciągnął się na kanapie, chrupiąc wędzone mięso i wpatrując się w telewizor.
„Oszczędny post jest nawet zdrowy!” zaśmiał się i wziął kolejny kęs.
Leave a Comment