Nigdy nie powiedziałam rodzinie, że jestem prezesem wielomilionowej firmy gemmologicznej. Dla nich byłam po prostu „nieudaną sprzedawczynią” pracującą w antykwariacie. W Święto Dziękczynienia moja siostra „złote dziecko” wyrwała mi laptopa, żeby obnażyć moją „żałosność” przed 20 krewnymi – ale kiedy obróciła ekran, nie pokazała jakiejś małej wyprzedaży antyków; pokazała 12 400 000 dolarów i kontrakt wart więcej niż ich dom. Przy stole zapadła taka cisza, że słychać było tykanie zegara. Mama trzasnęła stołem, krzycząc: „Jak śmiesz pozwalać nam się męczyć!”. Nie drgnęłam. Wyciągnęłam telefon. „Zmagać się? Właśnie anulowałam 7000 dolarów miesięcznego kieszonkowego, które ci potajemnie wysłałam. Radź sobie sama”.
Rozdział 1: Architektura upadku Nigdy nie planowałam, że czwarty czwartek listopada stanie się epicentrum spektakularnej implozji mojej rodziny. Jeśli mam być szczera, zawsze wyobrażałam sobie to objawienie jako stopniową erozję…









