Droga z tego domu wydawała się nierealna, pustynia ciągnęła się w nieskończoność. Siedziałem sztywno na prawym siedzeniu, ściskając torbę ze wszystkim, co miałem, a moje myśli krążyły między strachem a niedowierzaniem.
Po długim milczeniu mężczyzna w końcu się odezwał. „Nie musisz się mnie bać” – powiedział łagodnie, jakby wyczuwał moje myśli. „Nazywam się Thomas Keane i nie sprowadziłem cię tu, żeby zrobić ci krzywdę”.
Nie odpowiedziałam, bo nie umiałam okazywać zaufania, ale gdy dotarłam na miejsce, do jego posiadłości – rozległej farmy otoczonej otwartymi terenami i niewielkimi wzgórzami, czystej i schludnej w sposób, który mnie zaskoczył – strach ustąpił miejsca zmieszaniu.
W domu wszystko zdawało się być zamieszkane, a nie puste, a kiedy Thomas postawił na stole dwie filiżanki herbaty i powiedział: „Proszę, usiądź obok mnie. Są rzeczy, które zasługujesz usłyszeć”, coś w jego głosie sprawiło, że nie sposób było odmówić.
Leave a Comment