„Nie” – odpowiedziała dr Pietrowa zdecydowanie za szybko. „Dziecko jest strukturalnie idealne”. Agresywnie zdjęła lateksowe rękawiczki i z głośnym trzaskiem wrzuciła je do kosza na odpady biologiczne. „Meline, muszę z tobą porozmawiać w moim prywatnym gabinecie. Natychmiast”.
Trwającymi dłońmi starłam z skóry lepki niebieski żel, zawiązałam cienkie tasiemki fartucha i boso poszłam korytarzem.
Dr Pietrowa zamknęła ciężkie dębowe drzwi, zatrzasnęła zamek i usiadła za biurkiem. Zacisnęła dłonie tak mocno, że zbielały jej kostki.
„Mogę łatwo stracić prawo wykonywania zawodu lekarza za to, co zaraz pani pokażę” – zaczęła cichym, naglącym szeptem. Obróciła duży monitor komputera w stronę mojego krzesła. „Twój mąż to Garrett Mercer. Ten sam numer telefonu kontaktowego w nagłych wypadkach. Ten sam adres zamieszkania”.
Skinęłam głową, nie mogąc wydobyć z siebie wystarczającej ilości tlenu, by wymówić słowo. Moje struny głosowe chwilowo odmówiły posłuszeństwa.
„Jest on również wymieniony jako główny kontakt w nagłych wypadkach w aktywnej karcie innej pacjentki. Kobieta o imieniu Tanya Burch. Ma trzydzieści jeden lat. I jest w dwudziestym szóstym tygodniu ciąży”.
Wpatrywałam się w nią. Sylaby uderzały mnie w pierś niczym rzucone kamienie brukowe, ciężkie i ostre. „To jest matematycznie niemożliwe”.
Dr Petrova nie sprzeciwiła się. Po prostu kliknęła myszką. Na ekranie pojawiło się zdjęcie z odprawy bezpieczeństwa.
To był Garrett. Siedział na tym samym beżowym krześle w poczekalni, które zajmowałam niecałą godzinę temu. Jego muskularne ramię oplatało kurczowo ciemnowłosą kobietę z wydatnym, niezaprzeczalnie widocznym brzuchem w trzecim trymestrze. Uśmiechał się szeroko – tym samym promiennym, dołeczkowym uśmiechem, którym obdarzył mnie, gdy wyszłam z łazienki szlochając z pozytywnym wynikiem testu ciążowego.
Leave a Comment