Kiedy się obudziłem, w pokoju panowała cisza. Nie taka cisza, która daje poczucie spokoju, ale taka, która wydaje się celowa. Kontrolowana. Jakby wszystko w środku zostało zaaranżowane tak, by wszystko było stabilne, przewidywalne. Bezpieczne. Maszyny obok mnie cicho szumiały, ich jednostajny rytm wyznaczał czas w sposób, który wydawał się jednocześnie odległy i precyzyjny. Przez chwilę się nie ruszyłem. Nie dlatego, że nie mogłem, ale dlatego, że nie czułem takiej potrzeby. Świadomość nadeszła powoli, ale wyraźnie. Żyłem. Ten fakt został uśpiony bez dramatyzmu. Bez ulgi. Bez przytłaczających emocji. Po prostu… rozpoznanie. Lekko odwróciłem głowę, zauważając puste krzesło obok łóżka. Żadnych kwiatów. Żadnych rzeczy osobistych. Żadnych śladów, że ktoś tam czekał. To mnie nie zaskoczyło. Już nie. Pielęgniarka weszła kilka minut później, z łagodnym,
Leave a Comment