Muzyka zaczęła się dokładnie tak, jak zaplanowano – łagodna i emocjonalna, wypełniając pomieszczenie czymś, co teraz wydawało się niemal ironiczne. Wszyscy wstali, gdy weszłam, ich twarze były ciepłe, pełne oczekiwania, przepełnione radością właściwą iluzjom. Szłam powoli, każdy krok był odmierzony – nie dlatego, że byłam zdenerwowana, ale dlatego, że chciałam, aby ta chwila rozegrała się dokładnie tak, jak miała się rozegrać. Stał na końcu przejścia, uśmiechnięty. Pewny siebie. Z tym samym wyrazem twarzy, któremu ufałam zaledwie kilka godzin wcześniej. Gdybym nie usłyszała tego, co usłyszałam… może bym mu uwierzyła. To właśnie utkwiło mi w pamięci. Nie zdrada – ale ta łatwość, z jaką to nastąpiło. To, jak stał tam, patrząc na mnie, jakbym była wszystkim… podczas gdy byłam dla niego tylko transakcją. Dotarłam do niego. Celebrans zaczął mówić – słowa o miłości, zaangażowaniu, zaufaniu. Płynęły wokół nas, wypełniając przestrzeń czymś, co już nie istniało. Słuchałam. Nie dlatego, że to miało znaczenie
Leave a Comment