Wstałem. To było wszystko.
„Margaret Stone, Wysoki Sądzie. Ale ja jestem Marca.”
Długopis Hamiltona zamarł. Podniósł wzrok, a jego oczy rozszerzyły się w geście rozpoznania. „Margaret Stone? Jak… sędzia Sądu Najwyższego Margaret Stone?”
Cisza w sali rozpraw była absolutna. To była próżnia, która wysysała powietrze z pomieszczenia.
Trevor podskoczył. „Co? To niemożliwe! Ona jest nikim!”
„Byłam sędzią Margaret Stone” – powiedziałam, odwracając się, by spojrzeć Trevorowi prosto w oczy. „Przeszłam na emeryturę dwadzieścia lat temu, żeby cię wychować”.
Pierce wyglądał, jakby miał zaraz zwymiotować. „Wysoki Sądzie… my… my prosimy o przerwę, żeby…”
„Na co?” – warknął sędzia Hamilton. „Aby zbadać kobietę, którą nazwał pan niewykształconą łowczynią złota? Panie Pierce, czy nie przeprowadził pan sprawdzenia przeszłości?”
„Przeprowadziliśmy standardowe sprawdzenie! Nie było żadnego aktywnego zatrudnienia!”
„Moje członkostwo w palestrze jest aktywne” – powiedziałam spokojnie. „Co roku uzupełniam zaliczenia z doskonalenia zawodowego. Jestem w pełni uprawniona do reprezentowania samego siebie”.
Sędzia Hamilton spojrzała na mnie z mieszaniną podziwu i profesjonalnego szacunku. „Sędzio Stone, występowałam przed panem w 1998 roku. Był pan… groźny”.
„Starałam się być sprawiedliwa, Wysoki Sądzie”.
„Wrócimy o 14:00” – powiedziała Hamilton, tłumiąc uśmiech. „Panie Pierce, radzę panu mądrze wykorzystać przerwę obiadową”.
Część 4: Zabójstwo
Popołudniowa sesja była istną jatką. Wieść rozeszła się w trakcie lunchu; galeria była teraz pełna prawników i urzędników, którzy przyszli oglądać powrót legendy.
Trevor był wrakiem człowieka. Osunął się na krześle, blady i drżący. Pierce wyglądał jak człowiek idący na szubienicę.
„Panie Pierce” – powiedział sędzia. „Czy chce pan kontynuować?”
Pierce spojrzał na Trevora, a potem z powrotem na ławę. „Wzywamy Trevora Stone’a na mównicę”.
To był desperacki ruch. Potrzebowali współczucia. Trevor stanął na mównicy, próbując odzyskać pewność siebie, ale wyglądał jak dziecko przyłapane na kradzieży cukierków.
Pierce opowiedział mu o „żałosnej historii”. O wrednej macosze. O izolacji. O „zaplanowanych zajęciach”, które trzymały go z dala od ojca.
„Trzymała mnie z daleka” – prychnął Trevor. „Chciałem tylko być z ojcem”.
„Twój świadek” – powiedział Pierce.
Podszedłem do mównicy. Nie miałem przy sobie notatek. Nie potrzebowałem ich.
„Trevor” – zacząłem. „Odwiedziłeś go w zeszłym roku na Boże Narodzenie. Twierdziłeś, że zajmowałem cię zakupami i filmami, żebyś nie mógł rozmawiać z Richardem. Zgadza się?”
„Tak. Ciągle się kręciłeś.”
„Te „zakupy” to była wyprawa do apteki po morfinę dla twojego ojca. „Filmy” to klasyki lat 40. puszczane na maksymalnym poziomie głośności, bo twój ojciec odmawiał noszenia aparatów słuchowych. Czy wiedziałeś, że stracił 80% słuchu?”
Trevor mrugnął. „Ja… nie.”
„Czyli kiedy „kręciłem się”, to możliwe, że tłumaczyłem, żeby mógł cię zrozumieć?”
Cisza.
„Twierdziłeś, że odwiedzałeś go „regularnie”. Ile razy dzwoniłeś do ojca w ciągu sześciu miesięcy przed jego śmiercią?”
„Nie wiem. Często.”
Podałem mu kartkę papieru. „To rejestr połączeń. Przeczytaj zaznaczony numer.”
„Trzy” – wyszeptał.
„Trzy rozmowy. Sześć miesięcy. Łączny czas: dwanaście minut. Czy to brzmi jak syn desperacko pragnący kontaktu?”
„Byłem zajęty!”
„Byłeś zajęty” – skinąłem głową. „Porozmawiajmy o tygodniu, w którym zmarł. Dzwoniłem do ciebie sześć razy. Błagałem, żebyś przyszedł się pożegnać. Czemu tego nie zrobiłeś?”
„Miałem pracę!”
Leave a Comment