Arturo oparł łokcie na kolanach i na chwilę splótł dłonie.
Wyglądał na człowieka przyzwyczajonego do kontrolowania wszystkiego, z wyjątkiem jednej rzeczy, która naprawdę się dla niego liczyła.
„Moja matka nie ufa wielu ludziom” – powiedziała w końcu. „A jednak, zanim poszła na ostry dyżur, powtórzyła tylko jedno: »Znajdźcie tego młodego mężczyznę«”.
Luis nie wiedział co powiedzieć.
Arturo przemówił ponownie.
—Chcę usłyszeć twoją opinię zanim podejmę decyzję.
—Jaka decyzja?
—Kwestia, czy człowiek, który pomógł mojej matce w deszczu, był odosobnionym czyn… czy też naprawdę jesteś tym, za kogo się podajesz.
Luis po raz pierwszy spojrzał na niego bez mrugnięcia okiem.
To bolało.
Bo znałem ten ton.
Ton głosu mężczyzn, którzy nawet dziękując, nadal czuli potrzebę oceny wartości kogoś biednego, tak jakby oglądali towar.
„Nie potrzebuję, żebyś mi cokolwiek udowadniał, panie Beltrán” – powiedziała cicho, ale stanowczo. „Pomogłam twojej matce, bo była sama. Nie dlatego, że oczekiwałam nagrody”.
Arturo spojrzał mu w oczy.
—To działa na twoją korzyść.
—Nie żartuję.
Odpowiedź nadeszła natychmiast.
Kierowca ledwo zerknął w lusterko wsteczne.
Arturo z kolei uśmiechnął się ledwo. Nie szyderczo. Z rodzajem szacunku, jakiego się spodziewał.
„Dobrze” – powiedział. „W takim razie porozmawiajmy szczerze”.
Odchylił się do tyłu.
—Stanowisko, o które się ubiegasz, ma już finalistów. Jeśli teraz zainterweniuję, wszyscy powiedzą, że dostałeś się tam dzięki mojemu kaprysowi.
Luis ścisnął teczkę.
To było dokładnie to, czego się obawiałem.
-Rozumiem.
—Jeszcze nie skończyłem.
Arturo otworzył tablet. Sprawdził coś. Potem obrócił go w swoją stronę.
Była tam st
rona z zeskanowanym CV.
—Wysoka średnia ocen. Krótkie, ale solidne doświadczenie. Czyste referencje. Praca na nocki w trakcie studiów. Żadnych dziwnych przerw w zatrudnieniu. Żadnych koneksji. Żadnych skandali.
Luis przełknął ślinę.
—Zrobiłem, co mogłem.
Leave a Comment