Marcy podniosła córkę, ignorując napięcie w plecach, i pobiegła w stronę automatycznych drzwi. Wpadła do holu jak dzikie zwierzę, z rozwianymi włosami i unoszącą się piersią.
„Moja córka! Nie chce się obudzić! Proszę!”
Reakcja była natychmiastowa. Pielęgniarka za biurkiem triażowym przeskoczyła przez ladę. Rozległ się dźwięk alarmu – rytmiczne, przerażające bum, bum, bum. Grupa chirurgów rzuciła się na nich, przenosząc Emory z drżących rąk Marcy na nosze.
„Co się stało?” warknął lekarz, świecąc latarką w nieruchome oczy Emory.
„Nie wiem!” szlochała Marcy, potykając się przy noszach, gdy pędziły korytarzem. „Wróciła od ojca i nie mogła usiąść ani rozmawiać. Próbowałam do niego zadzwonić, ale nie odbierał. A teraz po prostu… po prostu zemdlała!”
„Proszę pani, musi pani tu zostać” – powiedziała stanowczo pielęgniarka, stając między Marcy a podwójnymi drzwiami.
„To moje dziecko!”
„I uratujemy ją. Ale musi nam pani pozwolić pracować. Proszę ze mną. Potrzebujemy formularzy przyjęcia.”
Marcy patrzyła, jak drzwi się zamykają, połykając jej córkę w brzuchu szpitala. Cisza, która zapadła, była głośniejsza niż syreny.
W poczekalni unosił się zapach stęchłej kawy i przemysłowych środków dezynfekujących – zapach złych wiadomości. Marcy siedziała na plastikowym krześle,
Jej noga podskakiwała jak tłok.
Dziesięć minut później pojawił się lekarz. Był to starszy mężczyzna, dr Raymond Fischer, z siwymi włosami i oczami, które wyglądały, jakby widziały zbyt wiele ciemności. Nie wyglądał pocieszająco. Wyglądał podejrzliwie.
„Pani Thornfield?”
„To tylko Marcy. Czy wszystko z nią w porządku? Mogę ją zobaczyć?”
„Jest stabilna” – powiedział dr Fischer głosem pozbawionym ciepła. „Podaliśmy jej środek uspokajający i przeciwbólowy. Odpoczywa. Ale zanim pozwolę ci ją zobaczyć, muszę zadać ci kilka pytań”.
Usiadł naprzeciwko niej i otworzył notes. „Mówiłaś, że była z ojcem w ten weekend. Czy miała jakieś obrażenia, kiedy ją odwoziłeś?”
„Nie. Była idealna”.
„A kiedy ją odbierałeś?”
Leave a Comment