Rozdział 5: Oddanie zabłoconej walizki
Spojrzałem na kobietę płaczącą u moich stóp.
Powoli, z rozmysłem cofnąłem stopę o kilka centymetrów, upewniając się, że desperackie, chwytne dłonie Eleanor nie dotknęły rąbka mojej szmaragdowej jedwabnej sukni.
„Żal?” – zapytałem, opuszczając mikrofon tak, by tylko ona, Howard i najbliższe otoczenie mogli go usłyszeć. Wydałem z siebie krótki, zimny śmiech, który nie miał w sobie ani krzty ciepła.
„Żal sprawia, że ludzie płaczą, Eleanor” – powiedziałem, wpatrując się w jej przerażone, załzawione oczy. „Żal sprawia, że ludzie szukają pocieszenia. Wyrzucenie wdowy po zmarłym synu na deszcz i wrzucenie jego ostatnich pamiątek do błotnistej kałuży to nie żal. To okrucieństwo. To działanie pasożyta, który zdaje sobie sprawę, że stracił kontrolę nad żywicielem.
Spojrzałem na Chloe, która stała zamrożona w tłumie, z bladą twarzą, całkowicie pozbawioną jej zwyczajowego sarkazmu i jadu.
Uniosłem rękę i wskazałem na tył sali.
„Ochrona” – zawołałem czystym, rozkazującym głosem.
Natychmiast z cienia wyłoniło się sześciu potężnych, doskonale wyszkolonych ochroniarzy – ludzi zatrudnionych przez firmę pana Vance’a, by zastąpić lojalistów Howarda. Poruszali się z wojskową precyzją, bez trudu rozdzielając tłum.
„Proszę wyprowadzić tych nieakcjonariuszy z budynku” – poleciłem szefowi ochrony, wskazując na Howarda, Eleanor i Chloe. „Robią awanturę i zanieczyszczają naszą dobroczynną atmosferę”.
„Audrey! Jesteś demonem!” Chloe krzyczała histerycznie, gdy dwóch rosłych mężczyzn chwyciło ją za ramiona i zaczęło prowadzić jak żaba w stronę wyjścia. „Jesteś potworem!”
„Jestem po prostu konsekwencją twoich własnych czynów, Chloe” – odpowiedziałam spokojnie.
Kiedy ochroniarze odciągali ze sceny Howarda, który wciąż hiperwentylował, i szlochającą Eleanor, pochyliłam się do przodu, mówiąc do mikrofonu po raz ostatni, by ich upokorzenie było absolutne.
Leave a Comment