Akt własności tego domu należał do mnie, nabyty trzy lata przed jego przybyciem, kupiony za krwawe pieniądze brutalnego
Karierę konsultanta, którą wykorzystałem, by objąć lukratywne stanowisko w dziale operacji medycznych, wykorzystałem jako dochodową posadę. Ethan był jedynie lokatorem w życiu, które zbudowałem od podstaw.
O 3:30 rano zadzwoniłem na całodobową centralę. Ślusarz, który odebrał, brzmiał, jakby wyrwano go z fazy snu za kołnierzyk.
„Awaryjne przekodowanie zamków?” – mruknął.
„Tak. Natychmiast. Zrekompensuję panu podwójną stawkę ubezpieczenia, jeśli pańska ciężarówka będzie na moim podjeździe za dwadzieścia minut”.
Nastąpiła pauza brzemienna nocnymi obliczeniami. „Wyślij SMS-a na adres”.
O 4:00 rano halogenowe reflektory oświetliły mój nieskazitelny trawnik. Technik, stoicki mężczyzna w termicznej bluzie z kapturem i siwiejącym wąsem, wlókł swój ciężki metalowy ekwipunek po chodniku. Rzucił okiem na moje splątane włosy i zaciśniętą szczękę.
„Ciężka noc?” – mruknął.
Bez słowa obróciłam ekran telefonu w jego stronę. Zmrużył oczy, czytając tekst, a jego gęste brwi powędrowały w stronę linii włosów. Zagwizdał cicho i melodyjnie. „Cóż. To z pewnością definitywny sposób na stwierdzenie, że potrzebujesz zasuw”.
Był metodyczny. Drzwi wejściowe, tylne patio, wejście boczne, interfejs garażu. Nowe zamki. Nowe, ząbkowane mosiężne klucze. Bezkompromisowe kody. O 5:00 rano teren był całkowicie nieprzenikniony. Ethan Jensen był teraz intruzem w jedynym sanktuarium, jakie kiedykolwiek znał.
Zapłaciłam mężczyźnie, odmówiłam przyjęcia trzeciego kompletu kluczy i weszłam po schodach. Zdjęłam pościel z łóżka, desperacko próbując wygnać uporczywy upiór jego wody kolońskiej, i osunęłam się na goły materac. Zanurzyłam się w bezsenną, dwugodzinną niepamięć.
Dokładnie o 8:00 rano drzwi wejściowe zadrżały pod gradem gwałtownych, aroganckich waleń. To było pukanie człowieka, który wciąż wierzył, że dostęp do nich należy mu się z urodzenia.
Zerwałem się na równe nogi, zdezorientowany na ułamek sekundy, zanim rzeczywistość Vegas i zasuwy z powrotem uderzyły mnie w czaszkę. Owinąłem się w ciężki szlafrok i zszedłem na dół. Spoglądając przez wzmocnione szkło, nie widziałem Ethana.
Zobaczyłem dwóch umundurowanych policjantów.
Ale gdy sięgnąłem po kłódkę łańcuchową, mój telefon w kieszeni wybuchł zsynchronizowanym, gwałtownym spazmem alertów. Nie jedną wibracją, ale lawiną alarmów. Dzwonki, dzwonki, tagi i wiadomości napływały tak szybko, że urządzenie zrobiło się ciepłe w moim udzie. Wojna nie skończyła się na zamkach; po prostu przeniosła się na nowe pole bitwy.
Rozdział 2: Cyfrowe Oblężenie
Uchyliłam ciężkie dębowe drzwi, mocno trzymając napięty mosiężny łańcuch.
Leave a Comment