Derrick kopniakiem otworzył szeroko drzwi do pokoju gościnnego, żeby oczyścić drogę. Biegnąc obok Natalie, niosącej umierającą córkę, zatrzymał się na ułamek sekundy.
Natalie skuliła się pod ścianą, upuszczając potłuczone szkło.
„Nie ruszaj się” – wyszeptał Derrick do niej głosem pozbawionym ludzkiego ciepła. „Bo gliny są tuż za mną. A ja dopilnuję, żebyś umarła w klatce”.
Derrick zbiegł po schodach, wpadając przez frontowe drzwi w stronę czekającej karetki, zostawiając za sobą pastelowy koszmar.
Część 4: Raport toksykologiczny
Obudziłem się w ostrym, bezlitosnym świetle jarzeniówek na oddziale urazowym SOR-u.
Świat wirował. W głowie pulsował mi oślepiający, mdły ból. Sięgnąłem w górę i poczułem gruby bandaż z gazy ciasno owinięty wokół mojej czaszki. Piętnaście szwów trzymało ranę na mojej skórze głowy.
Mrugnąłem, chroniąc się przed światłem. Derrick siedział na plastikowym krześle obok mojego łóżka. Ściskał moją dłoń tak mocno, że kostki jego palców były białe. Twarz miał bladą, oczy przekrwione, a jego granatowa koszula była mocno poplamiona moją krwią.
Widział, że otwieram oczy. Pochylił się, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi.
„Ona żyje” – to były jego pierwsze słowa, a głos przeszedł w chrapliwy szloch. „Ona żyje, Emmo. Jest na oddziale intensywnej terapii pediatrycznej. Jest pod respiratorem, ale jej serce bije samo. Jest stabilna. Przywróciłam ją.”
Załamałam się. Nie mogłam mówić. Po prostu szlochałam w jego pierś, a moje łzy mieszały się z zaschniętą krwią na jego mundurze. Przerażenie, które ściskało moją duszę, powoli zaczęło się rozluźniać.
Chwilę później zaszeleściła zasłona w naszym pokoju.
Na zewnątrz, w korytarzu, usłyszałam zamieszanie. Słyszałam piskliwy, kłamliwy głos mojej matki, Catherine, niosący się echem po korytarzu.
„Nie rozumie pan, oficerze!” błagała Catherine. „Emma ma silny lęk poporodowy! Wpadła w panikę! Potknęła się o dywan i uderzyła głową o szafkę nocną! Natalie próbowała tylko pomóc dziecku, trzymała butelkę wina i upuściła ją, kiedy Emma upadła! To tragiczny wypadek!”
Wysoki, barczysty mężczyzna w tanim garniturze rozsunął zasłonę i wszedł do naszego pomieszczenia. Trzymał metalową podkładkę. Do paska miał przypiętą srebrną odznakę.
„Państwo Vance” – powiedział cicho, zasuwając za sobą zasłonę. „Jestem detektyw Miller, z wydziału ds. ofiar. Cieszę się, że pani nie śpi”.
Detektyw Miller spojrzał na Derricka, który wstał, wyprostowany i obronny. Potem detektyw spojrzał na mnie.
„Pańska rodzina w poczekalni opowiada zupełnie inną historię” – powiedział łagodnie detektyw Miller. „Twierdzą, że doznała pani załamania nerwowego, napadła pani na siostrę i zrobiła sobie krzywdę”.
Próbowałem przemówić, ale gardło miałem zdarte. Derrick ścisnął mnie za rękę.
„Kłamią” – stwierdził Derrick beznamiętnie.
„Wiem” – skinął głową detektyw Miller. „Bo gość, który zadzwonił pod numer 911, został na miejscu zdarzenia. Złożyła moim funkcjonariuszom pełne, nagrane zeznania. Widziała, jak twoja siostra machała butelką. Widziała, jak resuscytowałeś swoje dziecko”.
Leave a Comment