„Eleno! Kochanie!” Marcus niemal krzyknął, a jego głos załamał się z paniki. Agresywnie rzucił kieliszek szampana na tacę przechodzącego kelnera.
Rzucił się do przodu i złapał mnie za ramię. Jego uścisk nie był ostrzeżeniem; to był atak. Jego palce wbiły się tak brutalnie w mój biceps, że jęknęłam z nagłego, ostrego bólu.
„Przepraszam na chwilę, Sarah” – wyjąkał Marcus, gwałtownie odciągając mnie od grupy. „Moja żona… źle się czuje. W dużych tłumach jest bardzo zagubiona. Muszę jej przynieść wodę i lekarstwa. Przepraszam.”
Nie czekał na odpowiedź. Pociągnął mnie do tyłu, jego uścisk raniąc moje ciało, ciągnąc mnie siłą przez zatłoczoną salę balową, ignorując spojrzenia gości.
Wyciągnął mnie przez ciężkie, dębowe drzwi boczne i brutalnie wepchnął do ciemnej, pustej szatni przy głównym korytarzu.
W chwili, gdy ciężkie drzwi zamknęły się za nami z trzaskiem, pogrążając małe pomieszczenie w półmroku, Marcus odwrócił się.
Nie krzyczał. Nie przeklinał.
Po prostu uniósł prawą rękę i uderzył mnie w twarz z całej siły, jaką posiadał.
TRZASK!
Uderzenie było ogłuszające w małym pomieszczeniu. Czysta, potężna siła uderzenia gwałtownie odrzuciła moją głowę na bok. Zatoczyłam się do tyłu, uderzając ramieniem o drewniany wieszak. Upadłam na kolana na wykładzinę, a w uszach dzwoniło mi wysokie, bolesne jęknięcie.
Gorący, oślepiający ból rozdarł mi lewy policzek. Poczułam natychmiast ostry, metaliczny posmak ciepłej krwi, która zbierała się w ustach, gdzie zęby rozcięły mi wewnętrzną stronę wargi.
Klęczałam na podłodze, przyciskając dłoń do rozpalonej twarzy, wpatrując się w mężczyznę, którego poślubiłam.
Marcus stał nade mną, jego klatka piersiowa falowała, pięści zaciśnięte po bokach. Jego twarz wykrzywiła się w brzydką, dziką maskę czystej, niepohamowanej wściekłości. Nie był prezesem. Nie był królem. Był brutalnym, niepewnym siebie, żałosnym tyranem, który w końcu całkowicie stracił panowanie nad sobą.
„Ty głupia, nic niewarta, żałosna suko!” – warknął Marcus, a jego głos brzmiał gardłowo, jadowitym sykiem. Zrobił krok w moją stronę, górując nad moją klęczącą postacią. „Mówiłem ci, żebyś się nie wtrącał! Celowo mnie ośmieszyłeś przed szachownicą! Jesteś nikim! Jesteś pasożytem!”
Leave a Comment