Zapadła cisza, a potem usłyszałem znajomy głos – głos, który kiedyś obiecywał mi wszystko, a teraz brzmiał głucho i z oddali.
„Możemy porozmawiać?” Głos Davida załamał się, drżenie było tak realne, że przez chwilę prawie mi go żal.
Na początku nic nie powiedziałem. Część mnie chciała się rozłączyć, całkowicie wymazać go z mojego życia, iść naprzód, nie oglądając się za siebie. Ale inna część – ta, z której nie byłam dumna – chciała to usłyszeć. Przeprosiny. Wyjaśnienie. Przyznanie się do winy, o której zawsze myślałam, że nadejdzie, ale nigdy nie nadeszła.
„Czego chcesz, Davidzie?” – zapytałam spokojnym głosem, a cisza między nami była ciężka.
„Chcę to naprawić” – powiedział, ściszając głos do szeptu. „Straciłem wszystko i… muszę to naprawić. Proszę”.
Przez chwilę zastanawiałam się, o co pyta. Co dokładnie naprawić? Mieszkanie, które kiedyś dzieliliśmy? Kłamstwa, które tak łatwo rozsiewał? Zdradę, którą bez wahania popełnił? Niemal słyszałam desperację w jego głosie, ale to nie wystarczyło. O mało co nie wystarczyło.
„Nie możesz tego naprawić” – powiedziałam chłodno. „Straciłeś wszystko w chwili, gdy uznałeś, że się nie liczę. Żadne przeprosiny nie zmienią tego, co zrobiłeś”.
„Nie chciałem, żeby tak się stało” – upierał się. „Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić”.
„Nie” – poprawiłam go cicho, a gorycz zaczęła się ujawniać. „Nie chciałeś mnie skrzywdzić. Po prostu nie obchodziło cię, czy cię to obchodzi”.
Nastąpiła kolejna długa pauza. Tym razem słyszałam, jak ciężko oddycha, ciężar wszystkiego w końcu na nim opadł.
„Przepraszam” – mruknął.
Nie powiedział tego pierwszy raz, ale tym razem w jego głosie było coś innego. To nie były przeprosiny, żeby mną manipulować. Były szczere, ale za późno.
Przez chwilę milczałam, pozwalając, by cisza zawisła między nami. Potem odezwałam się ponownie, nieco ciszej, ale wciąż stanowczo.
„Przepraszam już nie wystarczy. Nie tylko złamałeś mi serce, Davidzie. Zniszczyłeś wszystko, co zbudowaliśmy. I zabrałeś wszystko ze sobą. Teraz zostały tylko kawałki.”
Nie odpowiedział. Słychać było tylko jego płytki oddech. Prawie czułam jego wstyd, ale to już nie miało znaczenia.
„Masz rację” – wyszeptał, po czym się rozłączył.
Leave a Comment