Rozłączyła się.
Siedziałem w moim pustym mieszkaniu dwurodzinnym, wpatrując się w ścianę, na której wisiały rysunki Emmy. Motyle. Tęcze. Patykowe postacie nas trzymających się za ręce.
Mój telefon znowu zawibrował. Joseph.
Thomas, musisz coś zobaczyć. Zagłębiałem się w finanse Bernice. Przelewała pieniądze. Mnóstwo. Przez firmy-słupki, konta offshore. To coś więcej niż tylko narkotyki. Człowieku, chyba pierze brudne pieniądze.
Prześlij mi wszystko, co znalazłeś, odpisałem.
Już to zrobiłem. Sprawdź pocztę.
Otworzyłem laptopa. Joseph był dokładny. Wyciągi bankowe wyciągnięte z dokumentów urzędowych, przeniesienia własności, licencje biznesowe. Bernice Wright maczała palce w kilkunastu różnych przedsiębiorstwach. We wszystkich z dużą ilością gotówki: magazyny, pralnie, myjnie samochodowe. Klasyczne miejsca prania brudnych pieniędzy. A wszystkie wynajmowane były osobom z przeszłością kryminalną.
Zaczęła kiełkować myśl. Niebezpieczna. Prawdopodobnie nielegalna. Ale skuteczna.
Jeśli Bernice chciała grać nieczysto, ja mogłem grać nieczysto. Musiałem tylko być mądrzejszy.
Zadzwoniłem do detektywa Drewa. „Detektywie, myślę, że musimy porozmawiać o interesach Bernice Wright. Uważam, że narkotyki w moim domu są powiązane ze znacznie większą operacją”.
W środę spotkałem się z detektywem Drewem i innym mężczyzną, agentem FBI o nazwisku Frederick Sutton. Sutton był młodszy, skupiony i bardzo zainteresowany tym, co miałem do powiedzenia.
„Panie Vaughn, sugeruje pan, że pańska była teściowa jest cichym wspólnikiem w zorganizowanej przestępczości?” zapytał Sutton, przeglądając akta Josepha.
„Sugeruję, że jej nieruchomości są wykorzystywane do działalności przestępczej, a ona albo jest współwinna, albo aktywnie w niej uczestniczy. Proszę spojrzeć na dowody”. Rozłożyłem wyniki badań Josepha na stole konferencyjnym. „Wiele nieruchomości. Wszystkie firmy działające na rynku gotówkowym. Wszystkie wynajmowane osobom z przeszłością kryminalną. Pieniądze przepływały przez firmy-słupy. I jakimś cudem miała dostęp do ilości metamfetaminy na poziomie dystrybucji”.
Sutton studiował dokumenty. „To dobra robota. Kto to skompletował?”
„Przyjaciel. Nauczyciel fizyki. Lubi dane”.
„Właściwie mieliśmy Bernice Wright na radarze” – przyznał Sutton, odchylając się do tyłu. „Nic wystarczająco konkretnego, by to zbadać. Ale jeśli uda nam się udowodnić, że to ona podrzuciła te narkotyki… możemy to wykorzystać do zbadania większej operacji”.
„Czego ode mnie potrzebujesz?”
„Twojej współpracy. Twoich zeznań. I cierpliwości. Budowanie sprawy RICO wymaga czasu”.
„Nie mam czasu” – warknąłem. „Moja córka jest teraz z tą kobietą”.
„Opieka społeczna monitoruje sytuację. Twoja córka jest bezpieczna”.
„Bezpieczna?” Wstałem. „Detektywie Drew, agencie Sutton… moja córka mieszka z kobietą, która podrzuciła mi narkotyki, żeby mnie wrobić. Która uczy ją dochowywać tajemnic. Bać się. Jak to jest bezpieczne?”
Drew pochylił się do przodu. „Rozumiemy pańską frustrację, panie Vaughn. Ale musi nam pan pozwolić wykonywać naszą pracę”.
Chciałem się kłócić. Chciałem krzyczeć. Ale przełknąłem ślinę i skinąłem głową. „Dobrze. Ale nie będę siedział bezczynnie. Będę szukał dalej”.
„Tylko nie róbcie niczego nielegalnego” – ostrzegł Sutton. „Nie możemy wykorzystywać dowodów uzyskanych w nielegalny sposób”.
„Oczywiście, że nie”. Spojrzałem mu w oczy. „Jestem nauczycielem w liceum. Przestrzegam zasad”.
Nie musieli wiedzieć, że planuję złamać wszystkie niezbędne zasady.
Aby chronić moją córkę.
Tej nocy wróciłam do dzielnicy przemysłowej. Do magazynu 347.
Leave a Comment