Podszedłem, zerkając przez wizjer i lekko go uchyliłem. Mężczyzna w tanim garniturze wcisnął mi w pierś szarą kopertę. „Nora Mercer? Dostałaś”.
Rozdarłem ją. Nawet w otchłani bankructwa Victor atakował. To był pozew. Pozwał mnie za „kradzież własności intelektualnej”, twierdząc, że sporządziłem notatki fundacyjne, które prawnie należały do Mercer Dynamics, i domagał się wydania nakazu sądowego przeciwko mojej pracy na zlecenie. Próbował mnie utopić po raz ostatni.
Rozdział 4: Zdobycie sprawiedliwości
Konferencja prasowa w siedzibie Mercer Dynamics była ceremonią pogrzebową.
ssed jako fuzja korporacyjna.
Oglądałem transmisję na żywo na telefonie, jak mój Uber podjeżdżał pod elegancki, przeszklony budynek, który sam pomogłem sfinansować własnym zdrowiem psychicznym. W holu unosił się zapach drogiego wosku do podłóg i wyczuwalny niepokój.
W głównej sali prasowej Victor stał na podium. Wyglądał na rozczochranego. Jego szyty na miarę garnitur wisiał luźno na jego sylwetce, a pod oczami miał ciemne, siniaki. Mimo to arogancja pozostała, uporczywa plama, której nie dało się zmyć. Zajęty był obwinianiem „bezprecedensowych sił rynkowych” i „krótkowzrocznych inwestorów” za swoją porażkę.
„Ale Mercer Dynamics przetrwa” – oznajmił Victor, pocąc się pod ostrym światłem kamer. „Nowi właściciele tej firmy, szanowanego, milczącego konglomeratu, zostaną ogłoszeni dokładnie za pięć minut. Zadbałem o to, aby dziedzictwo, które zbudowałem, pozostało nienaruszone i pozostanę jako elitarny konsultant…”
Przerwał.
Ciężkie, dębowe, podwójne drzwi z tyłu sali otworzyły się z głośnym trzaskiem. Szmer prasy natychmiast ucichł.
Szedłem środkowym przejściem, a moje obcasy głośno stukały o wypolerowany beton. Po obu stronach stali Ethan i Chloe, ubrani w proste, czarne bluzy z kapturem, z wyrazami skrajnego znudzenia na twarzach.
Reporterzy wstrzymali oddech, a trzask migawek rozbrzmiewał echem niczym odgłos strzałów.
Leave a Comment