„To moje perfumy, Dolores” – odpowiedziała cicho Molly.
„Perfumy? Myślałam, że to odświeżacz powietrza. Są o wiele za mocne. Alex ma alergię na takie zapachy”.
Alex, który spokojnie jadł obiad, spojrzał w górę ze zdziwieniem. „Ja? Nigdy w życiu nie miałam alergii. Właściwie to mi się podoba”.
„Po prostu nie zauważyłaś” – przerwała ostro Dolores. „Masz nadwrażliwość od dziecka. Jako matka to czuję. Molly, bądź tak dobra i nie używaj tego… czegoś… więcej. Dla zdrowia mojego syna”.
Molly wiedziała, że Alex nie ma takiej alergii. To była po prostu kolejna gra o władzę, kolejna próba pozbawienia jej czegoś osobistego i cennego.
Tego wieczoru rozmawiała przez wideorozmowę ze swoją matką, Mirandą, która mieszkała w Detroit.
„Jak się masz, kochanie?” zapytała Miranda, marszcząc brwi z troską. „Wyglądasz blado”.
„Po prostu jestem zmęczona, mamo” – odpowiedziała Molly, wymuszając uśmiech.
„Czy to tylko kwestia projektu?” – naciskała delikatnie matka. „A może teściowa ci dokucza?”
Molly zawahała się, ale napięcie ostatnich kilku miesięcy dało o sobie znać. Opowiedziała matce o wszystkim – o ciągłym nadzorze, bierno-agresywnych komentarzach, incydencie z dezodorantem.
Kiedy skończyła, Miranda milczała przez dłuższą chwilę. „Molly” – powiedziała w końcu stanowczym głosem – „jesteś dorosłą kobietą. Nie możesz pozwolić, żeby ktoś cię tak traktował. Musisz porozmawiać z Alexem, poważnie. Musi zrozumieć, że to nie może tak dłużej trwać”.
„On się jej boi, mamo” – wyszeptała Molly.
„Więc musisz być silniejsza od nich obojga” – odpowiedziała Miranda. „W przeciwnym razie cię złamią”.
Rozmowa wstrząsnęła Molly. Wiedziała, że jej mama ma rację. Coś musiało się zmienić. Tej nocy trzymała w dłoniach małą szklaną buteleczkę, wdychając znajomy zapach i przypominając sobie słowa babci: „Nigdy nie pozwól nikomu podeptać tego, co ci drogie, moja maleńka. Ani rzeczy, ani uczucia, ani siebie samej”.
Następnego ranka Molly obudziła się z niepokojem. Sięgnęła po stolik nocny, gdzie zawsze trzymała małą buteleczkę. Zniknęła. Serce waliło jej jak młotem. Przeszukała stolik, pod łóżkiem, w kosmetyczce. Nic.
„Alex, widziałeś mój dezodorant?” zapytała męża, wychodząc spod prysznica.
„Nie mam pojęcia” – wzruszył ramionami. „Może zostawiłaś go w łazience”.
Pobiegła do łazienki, czując narastającą panikę. Nie było go tam. Wracając do sypialni, zobaczyła Dolores metodycznie ścielącą łóżko, wygładzającą zmarszczki, których jeszcze nie było.
„Dolores, widziałaś mój dezodorant?” zapytała Molly napiętym głosem.
„Widziałam go” – odpowiedziała Dolores, a na jej ustach pojawił się dziwny, nieodgadniony uśmiech.
Leave a Comment