„Po prostu co?” Ton Waltera stwardniał. „Tylko człowiek, który zbudował ze mną tę firmę od zera? Tylko geniusz, który stworzył połowę naszych kluczowych technologii? Tylko mój najbliższy przyjaciel?”
Derek odwrócił się i spojrzał na mnie, jego twarz przybrała barwę popiołu. „Ty… ty naprawdę…”
„Współzałożyciel i główny udziałowiec Technova Innovations” – potwierdziłem cicho. „Firma, w której spędziłeś trzy lata, tłumacząc mi, jak naprawdę działa biznes”.
Walter, czując, że jego instynkt wykonawczy się uaktywnia, wbił w Dereka piorunujące spojrzenie. „Derek, wyjaśnij mi, jak starszy menedżer okazuje szacunek, nazywając swojego partnera biznesowego „bezrobotnym balastem”.
„Ja… nigdy tego nie powiedziałem! Nigdy bym…”
„W poniedziałek rano” – głos Waltera niczym ostrze przeciął jego protesty. „Możesz wyjaśnić swoją definicję szacunku działowi kadr. A potem” – zwrócił się do pana młodego z przerażającą stanowczością – „jesteś zwolniony”.
„Nie!” Spokój Dereka legł w gruzach. „Panie Keene, proszę! To mój ślub! Popełniłem błąd! Mogę to naprawić!” Odwrócił się do mnie, a jego oczy szeroko otwarte z przerażenia dawały mi głęboką satysfakcję. „Porter, proszę! Nie wiedziałem! Mogę się zmienić! Nie pozwól mu zniszczyć mojej kariery!”
Nancy patrzyła, a łzy spływały jej po twarzy, rozdarta między mężczyzną, którego kochała, a prawdą, którą teraz widziała tak wyraźnie.
Chwila wisiała w powietrzu. Derek stał przede mną, a jego przyszłość zależała od moich kolejnych słów.
Leave a Comment