„Nie znam żadnego dziecka” – wyszeptałam drżącym głosem. „Nie wiem, o czym mówisz”.
„Zamknij się” – warknął. Wcisnął mi w twarz wydrukowany zrzut ekranu. Pochodził z lokalnej grupy rodziców na Facebooku, posta, w którym sprzedawałam duplikaty dziecięcych prezentów z naszej listy. „Te „duplikaty paczek”, które sprzedawałaś. Wiemy, że to kod na bliźnięta. A ci „kupujący”, o których wspominałaś? Wiemy, komu tak naprawdę sprzedajesz”.
Mankiet wbił mi się w nadgarstek, a ciśnieniomierz zaczął piszczeć, wydając przeraźliwy, piskliwy dźwięk. Wbiegła pielęgniarka. „Ma ciśnienie 180 na 120! Stres może spowodować odklejenie łożyska!”
„Ona udaje” – powiedziała Mills, nawet nie patrząc na monitor. „Wszyscy tak robią”.
Właśnie wtedy pojawił się kolejny funkcjonariusz, Lee, z dwoma ponurymi pracownikami opieki społecznej. „Pani dziecko zostanie odebrane zaraz po urodzeniu” – oznajmił Lee, jakby omawiał pogodę. „Nigdy go pani nie zobaczy. Chyba że będzie miała pani szczęście i nie dostanie dożywocia bez możliwości zwolnienia warunkowego”.
„Proszę” – szlochałam, a łzy zamazywały im twarze. „Sandra kłamie. To były prezenty z listy. Sprzedawaliśmy tylko te dodatkowe”.
Lee uśmiechnął się złośliwie. „Pani mąż już się przyznał. Powiedział, że to był pani pomysł, że wciągnęła go pani w to, żeby się ratować”.
Ostry, kłujący ból ścisnął mi żołądek, tak silny, że zaparł mi dech w piersiach. Czułam się, jakbym była rozdzierana na pół. „Coś jest nie tak” – jęknęłam. „Dziecko…”
„Dobry moment” – prychnęła Mills. „Siedź spokojnie”.
Ból się nasilił, nieustająca, biała agonia. Poczułam nagły, ciepły przypływ między nogami. „Krwawię” – krzyknęłam, a mój głos był ochrypły z paniki. „Proszę, pomóż mi”.
„Nie krwawisz” – powiedział Mills, a w jego głosie słychać było znudzenie. „Przestań się ruszać, bo do zarzutów dodamy stawianie oporu przy aresztowaniu”.
Pielęgniarka, ignorując go, odsunęła mój koc. Sapnęła, zakrywając usta dłonią. „Krwawi! Wezwijcie tu natychmiast doktora Blake’a!”
„Mówiłam ci, że udaje” – upierała się Mills, ale pielęgniarka już naciskała przycisk alarmowy na ścianie.
„Ma przedwczesne odklejenie łożyska!” – krzyknęła pielęgniarka do interkomu. „To zagraża życiu!”
Doktor Blake, wysoki mężczyzna o zmęczonych oczach, wbiegł, rzucił okiem na krew zbierającą się na łóżku i zbladł. „Jezu Chryste, jak długo ona krwawi?”
„Pięć minut? Może dziesięć? Nie pozwolili mi sprawdzić” – wyjąkała pielęgniarka.
Leave a Comment