Myślałam, że źle usłyszałam. „Jakie papiery adopcyjne?”
Jej twarz się rozjaśniła. „Dla Nicholasa, głuptasku! No, dla dziecka, ale tak naprawdę to Nicholas wraca do mnie. Czekałam dwadzieścia lat na tę szansę, żeby go porządnie wychować. Ostatnim razem jego ojciec zabrał go samochodem tamtego dnia. Tym razem będę go chronić na zawsze”.
„Margaret” – powiedziałam lekko drżącym głosem – „to *nasze* dziecko. George’a i moje. Nie oddamy naszego dziecka do adopcji”.
Wtedy się przestraszyła. Wstała i zaczęła chodzić tam i z powrotem, mamrocząc coś o tym, że nie rozumiem, dlaczego Nicholas postanowił wrócić przeze mnie. „Jesteś tylko naczyniem” – powiedziała, wskazując palcem na mój brzuch. „Nicholas potrzebował sposobu, żeby do mnie wrócić, a ty akurat spotykasz się z George’em. Ale nie łudź się, tam jest mój syn”.
Przysunęła się bliżej, a jej oczy błyszczały. „Mój prawnik twierdzi, że jeśli odmówisz, mogę złożyć wniosek o opiekę, biorąc pod uwagę twoją sprawność umysłową”.
Wstałam, żeby wyjść. „Margaret, dzwonię do George’a. To szaleństwo”.
„Usiądź” – warknęła, jej głos był ostry jak szkło. „Podpiszesz te papiery”.
Leave a Comment