Pochyliła się nad dziewczynką, a jej słodki szept brzmiał jak słodki szept w hałasie lotniska. „Czyż to nie ekscytujące, księżniczko? Sekretna przygoda, tylko dla nas!”
Lily, ściskając puszystego, ukochanego misia, uśmiechnęła się do niej promiennie. „Sekretna misja!”
„Zgadza się” – potwierdziła Isabella, a jej wzrok powędrował w stronę punktu kontroli bezpieczeństwa. „A ty znasz swoją część misji, prawda? Jaka jest najważniejsza zasada?”
„Dbać o bezpieczeństwo agenta Barnaby’ego i nigdy nie spuszczać go z oczu!” – oznajmiła dumnie Lily.
„Moja sprytna dziewczynka”. Uśmiech Isabelli nie dotarł do jej zimnych, wyrachowanych oczu. Dziecko nie było tylko towarzyszką podróży; było tarczą, polisą ubezpieczeniową. Kartą przetargową, gdyby Markowi kiedykolwiek się to udało.
Wyciągnęła telefon i wysłała szybkiego SMS-a do wspólnika na drugim końcu świata. „Ostateczny transfer zakończony. Nadal nic nie wie. Start za 45. Do zobaczenia w raju”.
Zatrzasnęła telefon i popchnęła Lily do przodu. „Chodź, księżniczko. Nasza sekretna przygoda zaraz się zacznie!”
——————————————-
Oficer Evans miał dar dostrzegania dysonansu. Po piętnastu latach patrolowania kontrolowanego chaosu międzynarodowego lotniska rozwinął w sobie niemal nadprzyrodzony instynkt wyczuwania rzeczy, które były po prostu… nie tak. Potrafił dostrzec subtelne drżenie dłoni przemytnika, zbyt swobodną postawę osoby podróżującej z fałszywym paszportem, błysk strachu w oczach kogoś uciekającego przed swoim życiem.
I teraz to dostrzegł, w kobiecie w markowych okularach przeciwsłonecznych i jej szalonym, promiennym uśmiechu.
Leave a Comment