Odwróciła się do mnie, jej oczy były zaczerwienione, ale suche. „Arnold, tak mi przykro. Nie miałam pojęcia”.
„Wiem, że nie wiedziałeś” – powiedziałam.
„Tato” – wychrypiał Daniel, lekko się chwiejąc. „Gdybyś tylko mógł…”
„Nie” – powiedziałam, a słowo było twarde jak żelazo. „Sam rozwiąż swoje problemy, Danielu. Ale nie w moim domu”.
„Wyrzucasz mnie… wyrzucasz mnie?”
„Wyrzuciłaś się w chwili, gdy wybrałaś hazard zamiast rodziny”.
Zamknęłam za nimi drzwi i słuchałam, jak ich samochód odjeżdża w deszczową noc. Dom wydawał się cichszy, smutniejszy, ale też czystszy.
Następnego ranka zadzwonił telefon. To był Daniel.
„Tato” – powiedział szorstkim głosem. „Za wczorajszy wieczór… Chciałem przeprosić za to, co powiedziałem… za porównanie do Edwarda”.
Popijałam kawę i czekałam.
„I… za pieniądze. Nie jest tak źle, jak brzmi. Mogę to odzyskać. Studiowałem systemy, szanse. Gdybym tylko mógł zebrać trochę pieniędzy, może pięć tysięcy na początek…
„Nie”.
Cisza po drugiej stronie była głęboka. „Tato, proszę. Mogę to naprawić”.
„Jedynym sposobem, żeby to naprawić, jest zaprzestanie hazardu”.
„Odzyskałem! Ale muszę odzyskać to, co straciłem, dla dobra Cory!”
Zamknąłem oczy. Ta sama pokrętna logika. „Jedyną pomocą, jaką oferuję, Danielu, jest leczenie. Nie pieniądze”.
„Nie potrzebuję leczenia!”
Leave a Comment