O 7:30 siedziałam w kuchni, popijając kawę i czytając poranną gazetę. Środki czystości, które kupił Christopher, leżały nietknięte przy drzwiach, niczym rekwizyt w teatrze jego oczekiwań. O 8:15 mój telefon eksplodował.
„Tato, gdzie jesteś?” Głos Christophera trzeszczał z furią i paniką, co było muzyką dla moich uszu. „Mój szef właśnie mnie rozwalił! Leonard czekał na nowego woźnego, a nikt się nie pojawił!”
„O rany” – powiedziałam, udając zmieszanie i zaniepokojenie. „O której miałam być?”
„O ósmej! Rozmawialiśmy o tym codziennie w tym tygodniu! Jak mogłeś zapomnieć?”
Zamilkłam, pozwalając mu narastać. „Przepraszam, Christopher. Wiesz, mój wiek. Czasami po prostu coś mi umyka”.
„To nie chodzi o twój mózg!” – wrzasnął. – Poręczyłem za ciebie! Mówiłem Leonardowi, że będziesz rzetelny! Teraz wyglądam jak kompletny idiota!
Idealnie. Pierwsza faza przebiegła bez zarzutu. Był wstrząśnięty, zawstydzony i teraz kwestionował rzetelność ojca. Fundament jego autorytetu już pękał.
„Może mógłbym przyjść dziś po południu” – zasugerowałem pomocnie.
„Nie! Jutro! Będziesz w tym biurze punktualnie o 7:45. Sam cię tam zawiozę, żebyś się nie spóźnił!”
Leave a Comment