„Nie do końca” – zadrwił Wiktor. „Stoi tuż przed tobą. Tamara we własnej osobie. Świeżo po dwudziestoletnim wyroku za zabójstwo twojego dziadka”.
„Zamknij się!” – głos Arkadija Siemionowicza dobiegł z korytarza, niespodziewanie ostry i władczy. Siedział na wózku inwalidzkim, pchany przez innego asystenta. „Wiktorze, zejdź mi z oczu. Natychmiast”.
Wiktor był zaskoczony. „Nie możesz mnie wyrzucić, ojcze. Jestem twoim synem. Ci ludzie to obcy ludzie, manipulują tobą dla pieniędzy”.
„Wynoś się!” – ryknął Arkadij. – „Albo wezwę ochronę”.
Wiktor wyszedł, trzaskając drzwiami. W gabinecie zapadła ciężka cisza.
„Mamo, co się dzieje?” zapytał Max, a jego zdezorientowany wzrok przeskakiwał między Olgą a mną.
Olga wzięła głęboki oddech. „Musimy porozmawiać, synu. Usiądź”. Spojrzała na mnie, a potem na syna. „To jest Tamara. Jest… jest twoją babcią. Moją matką. Nie umarła. Była… była w więzieniu. Za morderstwo”.
„Morderstwo?” Max zbladł. „Kogo?”
„Mój ojciec” odpowiedziała Olga. „Twój dziadek. Ale… to było w samoobronie. Próbował ją zabić”.
Max milczał, rozumiejąc. Potem powoli odwrócił się do mnie. „Dlatego wydawałaś mi się taka znajoma. Masz oczy mojej matki”.
Mogłam tylko skinąć głową, a łzy spływały mi po twarzy.
„Dlaczego mi nie powiedziałeś?” – zapytał Max, zwracając się do matki.
„Bałam się” – odpowiedziała szczerze Olga. „Bałam się, że się nas wstydzisz. Chciałam cię chronić”.
„Chronić mnie?” – zapytał Max – „pozbawiając mnie babci? Pozbawiając mnie historii mojej rodziny?” Wstał i podszedł do mnie. „Ile miałeś lat, kiedy to się stało?”
„Czterdzieści pięć” – odpowiedziałam cicho.
„I siedziałeś w więzieniu dwadzieścia lat?” W jego oczach malowało się przerażenie.
„Nie było świadków” – wyjaśniłam, zerkając na Arkadego, który z poczuciem winy spuścił wzrok.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś, kiedy się poznaliśmy?” – zapytał Max.
„Twoja matka nie chciała, żebyś wiedziała” – odpowiedziałam. „Nie miałam prawa naruszać jej woli”.
Max zastanowił się przez chwilę, a potem zdecydowanie skinął głową. „Muszę to przemyśleć. To za dużo informacji naraz”. Podszedł do drzwi, ale zatrzymał się na progu i odwrócił się do mnie. „Babciu… czy mogę tak do ciebie mówić?”
„Oczywiście” – wydyszałam, nie wierząc własnym uszom.
„Przyjdę jutro” – powiedział. „I zagram ci Czajkowskiego, tak jak obiecałem”.
Wyszedł, zostawiając nas troje – Olgę, Arkadego i mnie – wzruszonych i zszokowanych.
Leave a Comment