Zajęcia. Odprężyłem się, a moje podejrzenia zelżały w ciepłym blasku imprezy.
Minęły jakieś trzy godziny, gdy wygodnie rozsiadłem się w nowym skórzanym fotelu, gdy Trevor i Meredith ruszyli do akcji.
„Tato” – zaczął Trevor, kładąc mi dłoń na ramieniu. „Może pokażę ci remont na górze? Zrobiliśmy kawał dobrej roboty w głównej sypialni”.
„Teraz?” – zapytałem, patrząc na wciąż pełen pokój. „Nie powinieneś być ze swoimi gośćmi?”
„Och, Glenn, musisz zobaczyć nową armaturę łazienkową” – wtrąciła Meredith, a jej uśmiech nie znikał. „Nie szczędziliśmy wydatków”.
Kiedy zacząłem wstawać, mała dłoń ścisnęła moje ramię z zaskakującą siłą. To była Molly. Miała bladą twarz, a w oczach szeroko otwarte emocje, których nie potrafiłem od razu zidentyfikować. To był czysty, nieskażony strach.
„Dziadku” – wyszeptała cicho, błagalnie. „Musisz wyjść. Natychmiast”.
Mrugnęłam, pewna, że źle usłyszałam przez opary piwa i hałas imprezy. „Co, kochanie?”
„Proszę” – błagała, zaciskając mocniej uścisk. „Po prostu idź. Zaufaj mi. Coś jest nie tak”.
Trevor podszedł bliżej, jego pogodna maska gospodarza wciąż była na swoim miejscu, ale dostrzegłam błysk irytacji w jego oczach. „Molly, o czym ty mówisz? Dziadek i ja właśnie…”
„Nie” – powiedziała drżącym, ale stanowczym głosem. „On odchodzi”.
Desperacja w głosie mojej wnuczki natychmiast mnie otrzeźwiła. Przez osiemnaście lat nigdy nie widziałam jej tak szczerze przestraszonej.
„Chyba powinnam posłuchać mojej wnuczki” – powiedziałam, wstając. „I tak robi się późno”.
„Tato, nie bądź śmieszny” – naciskał Trevor. „Jeszcze nawet nie pokroiliśmy tortu”.
„Dokąd idziesz, Glenn?” Głos Meredith wciąż się uśmiechał, ale w jego głosie słychać było ostry, kruchy ton.
Leave a Comment