Patrzyłem na dom, ale nie mogłem go dobrze zobaczyć, bo wszystko stanęło mi przed oczami od łez, które je napełniały. Nigdy bym nie pomyślał, że Weronika przygotowała mi taki prezent. Jak bardzo marzyłem o życiu w takim miejscu! Kiedy Vadik był jeszcze mały, kołysałem go w ramionach i mówiłem, że pewnego dnia na pewno kupią dom w górach, gdzie w pobliżu będzie płynęła rzeka. Będą do niej przychodzić codziennie i słuchać szumu wody. A teraz domu już nie było, Vadika już nie było, ale byłam pewna, że patrzy na nich z nieba i uśmiecha się.
„Weroczko” – powiedziałam szlochając i przytuliłam synową. „Dziękuję ci, kochanie. Wybacz mi, że wcześniej trzymałam się od ciebie z daleka. Nie chciałam przeszkadzać tobie i Vadimowi i nie chciałam się narzucać. Myślałam, że zabierasz mnie do domu opieki”.
„O czym ty mówisz?” – zdziwiła się Weronika, odsuwając się ode mnie. „Nawet nie pozwoliłabym na taką myśl. Stałeś się mój. Dziękuję ci za wszystko, za Vadima, za twoje wsparcie. Lata, które spędziliśmy razem, będą dla mnie najszczęśliwsze. A teraz będę się tobą opiekować jak matka, której nigdy nie miałam. Jak babcie, opiekowane do końca”.
Weronika i ja znów się przytuliłyśmy i obie płakałyśmy. „Vadik byłby z ciebie taki dumny” – powiedziałam, głaszcząc synową po plecach.
„Chodźmy” – uśmiechnęła się Weronika. „Upieczemy ciasto, napijemy się herbaty, uczcimy urodziny naszego Vadika. A potem zaczniemy się urządzać”. Razem z teściową wprowadziliśmy się do domu.
Leave a Comment