„Narzędzie do radzenia sobie z lękiem i radzenia sobie z trudnymi emocjami” – wyjaśnił spokojnym, uspokajającym tonem. „Pomoże ci się zrelaksować na znacznie głębszym poziomie i dotrzeć do własnej wewnętrznej siły”. Byłam zdenerwowana, ale całkowicie mu ufałam. Był lekarzem, profesjonalistą. Był moim sprzymierzeńcem.
Pamiętam, jak wyjął srebrny wisiorek na długim łańcuszku. „Chcę tylko, żebyś popatrzyła na ten wisiorek, Indie” – powiedział cichym, delikatnym szeptem. „I policzę do dziesięciu. Po prostu się zrelaksuj i oddychaj…”
Pamiętam, jak wisiorek kołysał się w przód i w tył, jego rytmiczny ruch był kojącym, uspokajającym nurtem. Pamiętam miękką skórę fotela za moimi plecami. Pamiętam, jak doszedł do liczby siedem.
Następną rzeczą, jaką poczułam, było to, że otworzyłam oczy. Godzina minęła w mgnieniu oka. Czułam się niesamowicie spokojna, jakbym właśnie obudziła się z najgłębszej i najspokojniejszej drzemki w moim życiu. Węzeł lęku, który stale gościł w moim żołądku, całkowicie się rozpuścił.
„Jak się czujesz?” – zapytał z uśmiechem.
„Dobrze” – powiedziałam, zaskoczona, jak bardzo prawdziwe to było. „Naprawdę… spokojnie”.
Sesje trwały w ten sposób miesiącami. Wchodziłam do jego gabinetu, kłębek nerwów i młodzieńczego niepokoju, a godzinę później wypływałam w dziwnej, radosnej mgle. Ale były skutki uboczne, których nie potrafiłam wyjaśnić. Zaczęłam przybierać na wadze, na mojej twarzy i brzuchu pojawił się obrzęk, nieznajomy krąg.
„To bardzo częsty skutek uboczny nowego antydepresanta, który przepisałam” – wyjaśniła dr Finch, kiedy o tym wspomniałam. „Twoje ciało po prostu się przystosowuje. Nie martw się, to przejściowe. Ważne, że czujesz się mniej niespokojna, prawda?”
I tak było. Moi rodzice byli wniebowzięci. Ich trudna, niepokorna córka przeobraziła się w potulną, cichą i uległą nastolatkę. Przestałam się kłócić. Nie marzyłam już o ucieczce. Po prostu… istniałam. Utraty przytomności w jego gabinecie trwały. Pamiętałam początek sesji, huśtający się wisiorek, a potem koniec, z całkowitą, pustą pustką pomiędzy. Powtarzałam sobie, że to po prostu część procesu.
Potem pojawiły się inne objawy. Uporczywe zawroty głowy. Dziwne, trzepoczące uczucie w brzuchu, jak uwięzione motyle. Przybieranie na wadze przyspieszyło. Ubrania zaczęły mnie ciasno, niewygodnie. Moja przyjaciółka Kayla była głęboko zaniepokojona.
„Indie, zmieniłaś się” – powiedziała pewnego dnia przy lunchu, marszcząc brwi z troską. „Wydajesz się taka… nieobecna. Jakbyś tak naprawdę tu nie była. Jesteś pewna, że wszystko w porządku?”
„Wszystko w porządku” – powtarzałam, powtarzając słowa, których nauczył mnie dr Finch. „Po prostu odnajduję wewnętrzny spokój”.
Pewnego ranka wczesną wiosną obudziłam się z ostrym, kłującym bólem w podbrzuszu. Był tak intensywny, że dosłownie zaparło mi dech w piersiach, zginając się wpół. Wytoczyłam się z pokoju, blada i spocona. Mama mnie zobaczyła i zbladła ze strachu, który w końcu przebił się przez jej zwykłą surowość.
„To już koniec” – powiedziała głosem napiętym od paniki. „Jedziemy do szpitala”.
Leave a Comment