Kilka godzin później, w małym, anonimowym wynajętym mieszkaniu po drugiej stronie miasta, Rachel siedziała na skraju materaca na podłodze, wpatrując się w tę samą poduszkę. Pokój był pusty, ściany sterylnie białe, a powietrze gęste od zapachu starej farby i nowej samotności. Słowa Evana rozbrzmiewały w jej głowie, ostatnia, pożegnalna dawka beztroskiego okrucieństwa. Pełno kurzu. Może powinna to umyć. Może prawdziwy nowy początek oznaczał porzucenie wszystkiego, co przypominało jej o życiu, które właśnie straciła, nawet tego, co dawało jej poczucie bezpieczeństwa.
Z westchnieniem rezygnacji rozpięła wyblakłą, kwiecistą poszewkę, gotowa wrzucić poduszkę do kosza na pranie. Ale coś wydawało się dziwne. Gdy jej dłoń… Wsunęła się do środka, by wyciągnąć poduszkę, jej palce musnęły twardy, nieznany guzek głęboko ukryty pod miękkim poliestrowym wypełnieniem. Zmarszczyła brwi, rozbudzona ciekawość. Sięgnęła z powrotem do środka, palcami przebijając się przez watę, aż zamknęły się wokół małego, trzeszczącego plastikowego woreczka, starannie owiniętego i schowanego w samym sercu poduszki.
Kiedy go wyciągnęła i uniosła do słabego światła pojedynczej, gołej żarówki nad głową, jej ręce zaczęły drżeć.
W woreczku strunowym znajdował się gruby plik banknotów studolarowych, starannie złożonych i spiętych kruchą gumką. A pod pieniędzmi znajdował się list, którego koperta pożółkła i zmiękła z upływem czasu.
Leave a Comment