„Prawdopodobnie nie. Czego chcesz, tato?”
Stał w niezręcznej ciszy, zanim w końcu się odezwał. „Derek ma kłopoty w pracy”. Ze wszystkich rzeczy, których się spodziewałem, to nie było to. „Pracuje w Peterson Tech, w dziale sprzedaży”.
Poczułem dreszcz na plecach. Peterson Tech to miejsce, w którym pracowałem jako inżynier oprogramowania.
„Stoi na cienkim lodzie” – kontynuował mój ojciec. „Kilka tygodni temu złożono na niego skargę za coś, co powiedział koleżance. Teraz jest kolejna. Wypłynęło twoje nazwisko. Podobno jesteś szanowany. Dobre słowo z twojej strony mogłoby załagodzić sprawę”.
Wszystko zaskoczyło. To nie były przeprosiny. To była transakcja.
„Pozwól, że to wyjaśnię” – powiedziałem powoli. „Derek pali ukochane zabawki mojego syna, nie okazuje żadnej skruchy, a teraz chcesz, żebym wykorzystał swoją reputację zawodową, żeby uratować jego posadę?”
„Rodzina pomaga rodzinie, Virgil”.
„Tak to robimy? Bo wczoraj wyglądało, jakby rodzina spaliła cenne rzeczy sześciolatka, żeby dać mu jakąś wypaczoną lekcję o męskości”.
Ojciec westchnął ciężko. „Słuchaj, to, co stało się z zabawkami, było niefortunne…”
„To były tylko zabawki, Virgil” – warknął w końcu. „Można je wymienić”.
„Nie o to chodzi i wiesz o tym. Chodzi o to, że ty i Derek uważacie, że krzywdzenie Lucasa emocjonalnie jest dopuszczalne”.
Jego wyraz twarzy twardnieje.
d. „Pomożesz Derekowi, czy nie?”
„Przeprosił Lucasa?”
„To twój brat”.
„To nie jest odpowiedź. Muszę chronić syna, także przed krewnymi, którzy bez skrupułów go ranią, żeby coś udowodnić”.
Mój ojciec podszedł bliżej, jego głos brzmiał jak szorstki szept. „Nie wychowałem cię tak, żebyś odwrócił się od rodziny”.
Leave a Comment