Reins nie odpowiedział. Wciąż na mnie patrzył, a jego umysł układał puzzle, które podsunęła mu nieuwaga i światło słoneczne: mój wiek; mój mundur; moje naszywki; tatuaż, którego nigdy nie powinnam mieć.
Wyprostował się. Ręce opadły mu wzdłuż ciała. Broda lekko się cofnęła. Wyglądał jak człowiek, który w tłumie cywilów odnajduje starszego oficera i w jednej chwili przypomina sobie wszystkie kroki.
„Admirale Callahan” – powiedział oficjalnym i szorstkim głosem. „Proszę pani. To zaszczyt”.
Nikt się nie odezwał. Mucha leniwie zataczała kręgi nad sałatką ziemniaczaną. Gdzieś trzasnęły drzwi z moskitierą.
Ojciec mrugnął. „Jesteś… admirałem?”
„Kontradmirałem” – powiedział cicho Reins. „Górna połowa”. Skinął głową w moją stronę. „Dwie gwiazdy”. Nie dodał tego, co całkowicie zniszczyłoby komfort stoczni – że te gwiazdy zajmują miejsce nad jednostką, o której istnieniu nikt nie powinien wiedzieć. Nie musiał. Jego twarz zrobiła to za niego.
Spotkałam się wzrokiem z ojcem. Używał tego spojrzenia, by przypinać awanse ludziom, którzy w ogóle mnie nie przypominali. Jego oczy przeskakiwały z moich naramienników na tatuaż, na węzeł miecza na mojej talii i plecach, jakby próbował uporządkować fakty.
„Mówiłeś… mówiłeś, że zajmujesz się koordynacją” – powiedział, jakby to słowo mogło się rozszerzyć na tyle, by pasowało do świata, który ignorował.
„Zajmuję się” – odparłam. „I dowodzę”.
Po raz pierwszy…
Żaden żart nie przetrwał jego języka.
Grill nie doszedł do siebie. Mężczyźni wymyślili wymówki i wyszli, zanim burgery przestaną się pocić. Mężczyzna w koszuli Recon uścisnął mi dłoń, przepraszając wtuloną w dłoń. Sąsiad zostawił przykrytą tacę i cofnął się, jakby wpadł w rodzinną kłótnię w obcym języku. Reins zatrzymał się przy podjeździe.
Złapał mnie przy samochodzie. „Proszę pani” – powiedział, wciąż zbyt ostrożnie, jeśli chodzi o mimikę. „Nie chciałem… To znaczy…”
„Nie zrobił pan nic złego, Komandorze” – powiedziałem. „Rozpoznał pan to, co rozpoznał”.
Zerknął przez moje ramię w stronę domu. „On o panu mówi” – powiedział. „Cały czas”. Nie kłamał, ale też nie mówił prawdy. „Jest dumny”.
„Dbaj o swoją drużynę, Reins” – powiedziałem.
„Tak, proszę pani”.
Leave a Comment