Położyłam rękę na klamce, żeby spróbować szczęścia. Kiedy lekko ją przekręciłam, drzwi zaskrzypiały i się otworzyły. Były otwarte. Serce zaczęło mi walić z prędkością tysiąca mil na godzinę. Daniel *nigdy* nie zostawiał otwartych drzwi. Zawsze był taki ostrożny, zwłaszcza gdy Matthew był w domu.
Pchnęłam drzwi i weszłam do środka, wstrzymując oddech, jakby najmniejszy hałas mógł wszystko roztrzaskać. Widok, który zobaczyłam, zamarł. W salonie panował bałagan, jakby doszło tam do kłótni. Sofa przesunęła się, a kubek do kawy roztrzaskał się na tysiąc kawałków na podłodze, białe porcelanowe odłamki zmieszały się z ciemną, zaschniętą plamą po kawie. W kuchni dzbanek z wodą przewrócił się na bok, a kilka pustych butelek po wodzie toczyło się po podłodze, bez zakrętek, jakby ktoś je opróżnił w desperacji. Zapach wilgoci i przytłaczająca cisza domu sprawiły, że przeszedł mnie dreszcz.
Poszłam na górę, a serce biło mi tak głośno, że słyszałam je w uszach. Otworzyłam drzwi do gabinetu Daniela – pustego. Jego sypialnia też była pusta. W końcu dotarłam do pokoju Matthew.
„Matthew, gdzie jesteś, kochanie?” – zawołałam ochrypłym głosem. Nikt nie odpowiedział.
Stałam na środku pokoju, patrząc na jego zabawki – klocki Lego, starego pluszowego misia – i czułam, że serce mi pęknie. Nagle spod łóżka dobiegł cichy dźwięk: szuranie, jakby plastikowa butelka toczyła się po drewnianej podłodze.
Zamarłam. Serce waliło mi tak mocno, że myślałam, że wyskoczy mi z piersi. *
Leave a Comment