Rebecca skinęła głową.
„Dziękuję, Sam. Bądź uprzejmy, udawaj zainteresowanie… ale nie zobowiązuj się do niczego dziś wieczorem”.
Sophie przewróciła oczami, a potem złagodniała, widząc minę matki.
„Kolejny wieczór, kiedy będziemy oglądać jej występ i udawać”, mruknęła.
Rebecca jej nie poprawiła.
Powiedziała tylko: „Dzisiaj jest ważny”.
„Zawsze jest ważny”, odparła Sophie, ale jej głos się zmienił. „Wszystko w porządku?”
Rebecca dotknęła jej policzka – krótko, niemal czule.
„Wszystko jest dokładnie tak, jak powinno być. Idź i przywitaj się z babcią. Wiesz, jak to jest”.
Wchodzi matriarcha
Eleanor Hart pojawiła się, jakby była właścicielką budynku. Miała siedemdziesiąt sześć lat, idealnie ułożone srebrne włosy, a jej postawa była ostra jak zdanie.
Była żoną mężczyzny, który z sieci hoteli zbudował imperium nieruchomości, technologii i finansów.
Przyjrzała się uważnie stołowi, porcelanie, rozmieszczeniu miejsc siedzących. Potem zerknęła na zegarek.
„Niech zgadnę. Mój syn znowu spóźnia się na własne przyjęcie”.
„Miał umówione spotkanie w ostatniej chwili” – odpowiedziała Rebecca, precyzyjna jak zawsze.
Eleanor wydała z siebie suchy dźwięk, niemal śmiech. „Jego ojciec nigdy się nie spóźniał. Punktualność to szacunek”.
Pochyliła się bliżej, ściszając głos. „Dajesz mu za dużo”.
Rebecca wytrzymała jej spojrzenie, nie mrugając. „Na niektórych scenach, Eleanor, aktor myśli, że panuje nad sztuką… dopóki nie zapalą się światła”.
Eleanor patrzyła na nią przez dłuższą chwilę. Potem nagle ścisnęła dłoń Rebecci. „Rzeczywiście” – wyszeptała. „Rzeczywiście”.
Dwa puste krzesła
Do 7:15 czternastu gości zajęło swoje miejsca: dyrektor ds. technologii i jego żona, szef działu prawnego, szef ekspansji międzynarodowej, dyrektor finansowy i prezes zarządu – Gerald Whitman, starszy mężczyzna, który zawsze nosił czerwoną chusteczkę.
W sali było drogo, tak jak drogo może kosztować cisza.
Dwa krzesła pozostały puste: środkowe dla Marka, a to po jego prawej dla „gościa specjalnego”, którego nikt nie wymienił.
O 7:20 Rebecca podniosła rękę. „Zacznijmy od koktajli”.
Eleanor zacisnęła usta. „On lubi dramatyczne wejścia” – powiedziała.
Leave a Comment