Odsunęłam się – tylko na sekundę – i zareagowałam szybko.
Gestem wskazałam barmanowi. „Zadzwoń natychmiast po ochronę” – powiedziałam stanowczo. „Zaciągasz kobietę do toalet. Nie kłóć się – po prostu zadzwoń”.
Potem poszłam prosto do koordynatorki imprezy, Marianne. „Potrzebujemy menedżera i pracownicę na korytarzu przy toaletach. Natychmiast”.
Uśmiech Marianne zniknął. „Co się stało?”
„Nie tutaj” – powiedziałam. „Teraz”.
Telefon miałam już w dłoni, z włączoną kamerą, a nie uniesioną jak broń.
Nagrałam, jak Evan go ściska.
Opór Lili.
Kącik drzwi.
Kiedy Marianne szła za mną, Evan otworzył drzwi łazienki.
Spojrzenie Lili spotkało się z moim na ułamek sekundy – oczy szeroko otwarte, błagalne.
A Evan wciągnął ją do środka.
Drzwi zaczęły się zamykać.
W tym momencie usłyszałam kroki ochroniarzy rozbrzmiewające echem na korytarzu – i głęboki, gniewny głos Evana zza zamykających się drzwi.
„Nie…” – syknął.
Właśnie miałam sięgnąć do klamki, gdy ochroniarz dotknął mojego ramienia.
Na jego identyfikatorze widniało nazwisko R. Simmons.
Nie wbiegł.
Ale się nie zawahał.
Położył rękę na drzwiach i spojrzał na Marianne.
Leave a Comment