Telefon był z oddziału ratunkowego. Moja córka została ranna. „Tato… to on” – wyszeptała – syn ​​miliardera. Potem napisał do mnie: „Nic nie możesz zrobić. Mój ojciec jest właścicielem tego miasta”. Może miał rację. Ale jeden telefon na Sycylię zmienił wszystko.

Telefon był z oddziału ratunkowego. Moja córka została ranna. „Tato… to on” – wyszeptała – syn ​​miliardera. Potem napisał do mnie: „Nic nie możesz zrobić. Mój ojciec jest właścicielem tego miasta”. Może miał rację. Ale jeden telefon na Sycylię zmienił wszystko.

Karina zacisnęła szczękę. Miała jego upór i widział, jak postanawia im powiedzieć pomimo strachu. „Stanford Phelps”.

To nazwisko nic nie mówiło Trumanowi, ale się nauczy. Och, wszystkiego się nauczy.

„Spotkaliśmy się w zeszłym miesiącu na zbiórce funduszy na rzecz studenckiej grupy wsparcia” – wyszeptała. „Wydawał się czarujący, zainteresowany sprawą. Zaprosił mnie dziś wieczorem na kolację, powiedział, że chce porozmawiać o finansowaniu”. Zrobiła pauzę, krzywiąc się. „Miało być w restauracji w centrum, ale w ostatniej chwili zmienił miejsce. Powiedział, że penthouse jego ojca ma lepszy widok i zapewnia większą prywatność do rozmów o darowiznach”. Dłoń Amber zacisnęła się na dłoni Kariny.

„Chciał…” Głos Kariny się załamał. „Powiedział, że spędzenie z nim nocy było nagrodą za jego darowiznę. Kiedy odmówiłam, kiedy próbowałam odejść…” Nie mogła dokończyć.

„Czy on…?” Truman nie mógł dokończyć pytania.

„Nie. Walczyłam. Krzyczałam. Uciekłam, zanim… portier usłyszał, zadzwonił pod 911”. Jej zdrowe oko spotkało się z jego. „Ale tato, on się nie bał. Nawet kiedy przyjechała karetka. Po prostu się uśmiechnął i powiedział, że jego ojciec się tym zajmie”.

Coleman przyjechał dwadzieścia minut później, z tarczą detektywa przypiętą do paska i ponurą miną. Był współlokatorem Trumana na szkoleniu podstawowym, był drużbą na jego ślubie i ojcem chrzestnym Kariny. Na korytarzu przed jej pokojem przekazał wiadomość, którą Truman już podejrzewał.

„Stanford Phelps, lat dwadzieścia sześć, jedyny syn Roberta Phelpsa, dewelopera, którego majątek przekracza trzy miliardy. Chłopak ma papiery, ale nic, co by się przyjęło. Trzy wcześniejsze zarzuty o napaść, wszystkie wycofane. Dwa mandaty za jazdę pod wpływem alkoholu, które zniknęły. Skarga o napaść seksualną sprzed dwóch lat, która została pogrzebana”.

„Jak to możliwe?”

„Robert Phelps jest właścicielem połowy rady miasta, finansuje kampanie prokuratora okręgowego i ma wystarczająco dużo prawników, żeby założyć własną kancelarię” – głos Colemana był napięty z gniewu. „Umundurowani funkcjonariusze przybyli na miejsce zdarzenia. Adwokat Phelpsa już tam był. Zanim się o tym dowiedziałem i zadzwoniłem, Stanford był już wolny. Bez aresztowania, bez zarzutów. Prokuratura okręgowa uznała to za „niewystarczające dowody, by kontynuować”.

„Moja córka leży w szpitalnym łóżku z rozbitą twarzą”.

„Wiem. I mówię ci, Tru, to jest coś więcej, niż mogę dotknąć. Rodzina Phelpsów jest chroniona na takim poziomie, że moja odznaka jest bezwartościowa”.

Truman stał nieruchomo. „Więc ja się tym zajmę”.

„Tru…”

„Dziękuję za przybycie, Coleman. I za próbę. Ale to teraz sprawa rodzinna”.

Coś w jego tonie sprawiło, że Coleman się cofnął. Znali się od trzydziestu lat, razem walczyli w bitwie, razem grzebali przyjaciół. Coleman rozpoznał ten ton. „Nie rób niczego, co zmusiłoby mnie do aresztowania cię”.

„Nie zrobisz” – obiecał Truman. „Nie znajdziecie niczego, za co moglibyście mnie aresztować”.

Wrócił do pokoju Kariny. Spała teraz, na lekach i wyczerpana. Amber stała w oknie, a jej odbicie ukazywało policzki zalane łzami.

„Coleman mówi, że człowiek, który to zrobił, nie zostanie oskarżony” – powiedział cicho Truman.

„Słyszałem”. Amber odwróciła się do niego, a on dostrzegł w jej wyrazie twarzy coś, czego rzadko widywał: zimną furię. „Mój bracie. Powinniśmy zadzwonić do Brunona”.

Przez siedemnaście lat małżeństwa Amber nigdy nie sugerowała kontaktu z wujem w żadnej sprawie poza kartkami urodzinowymi i zaproszeniami ślubnymi. Fakt, że teraz to sugerowała, wiele mówił o niewypowiedzianym porozumieniu rodziny Moreno. Były pewne problemy, których prawo nie mogło rozwiązać, a Bruno Moreno specjalizował się w innych.

Telefon Trumana zawibrował. Wiadomość od nieznanego numeru.

Nie chciała spędzić ze mną nocy. To miasto należy do mojego taty. Nie możesz mnie tknąć.

Pokazał go Amber. Jej twarz zbladła, a potem stwardniała.

„Zadzwoń do niego” – powiedziała. „Zadzwoń do Brunona”.

Truman zadzwonił z parkingu szpitalnego o 4:00 rano. Numer zadzwonił cztery razy, zanim odezwał się chrapliwy głos po włosku.

„Wujku Bruno” – powiedział Truman po angielsku. „Truman Larson, mąż Amber”.

back to top