„Proszę pana” – powiedział Richard wystarczająco głośno, by zwrócić na siebie uwagę. „Czy pan powinien tu stać?”
Wyciągnął rękę i poklepał Jamala po rękawie, gestem lekceważenia tak nonszalanckim, że aż szokującym.
Jamal mówił cicho i spokojnie. „Jestem tu w porządku. Tylko obserwuję”.
Richard zachichotał, a w jego głosie nie było śladu humoru. „Obserwuję? Jasne”. Pstryknął palcami na przechodzącego kelnera. „Przynieś temu panu ręcznik albo coś. Wygląda, jakby się pocił przez ten tani garnitur”.
Kilku gości w pobliżu zachichotało. „Kto go wpuścił do strefy VIP?” – wyszeptał głośno jeden z mężczyzn.
Potem przyszła Vanessa. Jej obcasy stukały ostrym rytmem o marmurową podłogę. Wzięła kieliszek mocnego czerwonego wina z tacy przechodzącego kelnera, nie patrząc na niego. Zmierzyła Jamala wzrokiem od góry do dołu, zimnym wzrokiem.
„Wiesz, kochanie” – wycedziła.
Jej głos ociekał protekcjonalnością. „Gdybyś potrzebował dziś pracy, mogłeś po prostu zapisać się do agencji. Udawanie gościa to nie w porządku”.
Jamal nic nie powiedział. Jego milczenie było lustrem, odbijającym ich brzydotę. To ją zaniepokoiło.
„Serio?” Vanessa podeszła bliżej, naruszając jego przestrzeń osobistą. „Rób swoje. Zanieś to do stolika numer trzy. Czekają”.
Przycisnęła kieliszek do jego piersi. Jamal się nie poruszył. Nie sięgnął po niego.
Uśmiech Vanessy zniknął. „Głuchy jesteś?”
„Pozwól mi” – przerwał mu Richard. Wyrwał kieliszek z ręki żony. „O jednego mniej zdezorientowanego pracownika psującego atmosferę”.
Uniósł wysoko kieliszek. Upewnił się, że wszyscy się przyglądają. Potem z szyderczym uśmieszkiem przechylił nadgarstek.
Ciemnoczerwony płyn rozprysnął się na Jamala. Uderzył go w pierś, ciepły i ostry, wsiąkając w granatowy materiał, plamiąc białą koszulę pod spodem.
W sali rozległy się westchnienia. Muzyka zdawała się ucichnąć.
„Cholera, on naprawdę to zrobił” – wyszeptał ktoś.
„Niszczy garnitur!”
Z cienia podniosły się telefony. Czerwone światła nagrywania mrugały niczym milczące oczy.
Vanessa zaśmiała się pod nosem. „Może teraz wie, na czym stoi”.
Jamal nawet nie drgnął. Nie wytarł gorączkowo wina. Po prostu uniósł dwa palce i otarł kroplę z brody. Poprawił mankiet. Wyprostował się.
A potem, bez słowa, odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
„Ten człowiek wyszedł, jakby był tu właścicielem” – wyszeptał kelner, gdy Jamal przechodził.
Nikt w to nie uwierzył. Ale powinni.
Leave a Comment