Dr Winters wskazał na krzesła. „Jej stan jest stabilny, ale poważny. Ciężkie niedożywienie, odwodnienie i infekcja dróg oddechowych, którą intensywnie leczymy”.
„Czy ona…?” Tom nie mógł dokończyć zdania.
„Reaguje na leczenie” – powiedziała dr Winters, a jej profesjonalny wyraz twarzy złagodniał z nutą współczucia. „Ta kobieta jest wojowniczką. Ale martwię się o coś więcej niż tylko o jej stan fizyczny”.
Tom skinął głową, rozumiejąc niewypowiedzianą wiadomość. „Czy coś mówiła? Powiedziała ci, jak się nazywa?”
„Na razie nic. Na razie zarejestrowaliśmy ją jako Jane Doe”. Lekarka zawahała się. „Panie policjancie, są oznaki, które mnie niepokoją. Ślady na jej nadgarstkach i kostkach sugerują długotrwałe odosobnienie. A jej reakcja na podstawowe rzeczy…
Telewizor, a nawet szpitalna taca z jedzeniem – wskazują, że mogła być odizolowana przez dłuższy czas.
Tom zacisnął szczękę. „Znalazłem coś, co ściskała w dłoni. Bransoletkę z imieniem „Mea”.
„To może być jej imię albo ktoś dla niej ważny” – zauważył dr Winters. „Spróbujemy tego użyć, kiedy się obudzi”.
„Kiedy będę mógł ją zobaczyć?” – zapytał Tom z nieznaną natarczywością w głosie.
„Teraz śpi. Proszę wrócić jutro rano”.
Gdy Tom szedł przez parking szpitalny, zadzwonił telefon. Dzwonił jego kapitan.
„Shepard, co słyszę o znalezieniu dziecka?” – zapytał ochryple kapitan Reynolds. „Raport trafił na moje biurko”.
„Mała dziewczynka, poważnie zaniedbana, znaleziona w opuszczonej posesji przy Maple Lane” – odpowiedział Tom, wsiadając do radiowozu.
„Zajęły się nią służby socjalne?”
„Zostali powiadomieni, ale nie ma warunków do przesłuchania”.
Na linii zapadła cisza. „Słuchaj, Tom, wiem, że niedługo wyjeżdżasz. Nie angażuj się za bardzo. Standardowa procedura. Złóż raport, niech system się tym zajmie”.
Tom obserwował krople deszczu rozpryskujące się na przedniej szybie. „Trzymała bransoletkę z imieniem „Mea”. Jutro sprawdzę rejestry nieruchomości tego domu”.
Reynolds ciężko westchnął. „Pamiętaj, że za trzy miesiące przechodzisz na emeryturę. Nie komplikuj tego”.
Ale kiedy Tom jechał przez ciemne ulice, wiedział, że to już skomplikowane. Coś w tych oczach. Przypominały mu kogoś innego, kogoś, kogo dawno temu zawiódł, kolejne dziecko stracone przez system, który miał je chronić.
Leave a Comment