„Mogę, i wiesz o tym. Pytanie brzmi, czy wybierzesz łatwiejszą, czy trudniejszą drogę”. Zdjęłam maskę i usiadłam naprzeciwko niego. „Wiesz, Max, ostrzegałam cię. Pamiętasz na ślubie? Powiedziałam ci: »Zaopiekuj się moją dziewczyną«. A ty co zrobiłeś? Myślałeś, że to tylko słowa”.
Spojrzał na mnie, a w jego oczach strach mieszał się z gniewem. „Emily nie będzie chciała rozwodu. Kocha mnie”.
„Po tym, co zrobiłeś? Nie pochlebiaj sobie. Ona po prostu boi się zostać sama z dzieckiem. Ale ma mnie. Ma pracę. Ma przyjaciół. A ty wkrótce nic nie będziesz miał, jeśli będziesz się upierał”.
Max wstał i zaczął chodzić po kuchni, jego wzrok przeskakiwał z narzędzi na mnie, a potem z powrotem na narzędzia. „Dobrze” – powiedział w końcu. „Złożę pozew o rozwód. Ale mieszkanie zostaje ze mną”.
„Mieszkanie, które razem kupiliście? Nie sądzę. Emily dostanie swoją część.”
„To rozbój!”
„To sprawiedliwość. Nie chcesz przecież, żeby twoje dziecko dorastało w wynajętym mieszkaniu, prawda?”
Zacisnął szczękę, ale skinął głową. „Dobry chłopiec. A teraz idź wziąć prysznic, zmyć jodynę i pamiętaj, będę cię obserwował. Jeden zły ruch, jedno ostre słowo pod adresem Emily i nasze następne spotkanie nie będzie już takie miłe.”
Zebrałam narzędzia i schowałam je z powrotem do futerału. Max stał przy drzwiach, obserwując mnie. „Czy mogłabyś… czy naprawdę mogłabyś coś zrobić?” zapytał cicho.
Spojrzałam mu prosto w oczy. „Chcesz się dowiedzieć?”
Szybko pokręcił głową. „Dobrze. Żegnaj, Max. Mam nadzieję, że już się nigdy nie spotkamy.”
Wyszłam z mieszkania, zostawiając go oszołomionego na środku kuchni. Na zewnątrz wzięłam głęboki oddech chłodnego powietrza. Moje ręce lekko drżały. Adrenalina wciąż we mnie krążyła, ale czułam satysfakcję. Nie, nie byłam dumna z tego, co zrobiłam. Ale czasami trzeba gasić ogień ogniem. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu, do córki.
Emily obudziła się około południa. Zrobiłam jej ulubiony rosół z kurczakiem i makaronem i zaparzyłam ziołową herbatę. Wyszła z sypialni otulona moim szlafrokiem, z opuchniętą twarzą, ale bez tego przerażenia, które miała poprzedniej nocy.
„Mamo, gdzie byłaś?” zapytała, siadając przy stole.
„Miałam kilka spraw do załatwienia. Jak się czujesz?”
„Dobrze. Tylko trochę mnie boli” powiedziała, wskazując na żebra. Zbadałam ją – duży siniak, ale żebra były w porządku. Czułam to po dotyku. „Jak się czuje dziecko? Rusza się?”
„Tak. Kopie jak szalone”.
„To dobrze”. Usiedliśmy do jedzenia. Emily przez chwilę jadła w milczeniu, pogrążona w myślach. Nagle zapytała: „Mamo, co mam teraz zrobić? Nie mogę z tobą mieszkać wiecznie”.
„Dlaczego nie? Jest mnóstwo miejsca. Urodzisz, pomogę przy dziecku, potem zobaczymy”.
„A Max… on mnie po prostu nie zostawi w spokoju”.
„Ona mnie zostawi”, powiedziałam pewnie.
„Skąd wiesz?”
Leave a Comment