Pani Baker skinęła głową i wróciła do telewizora, na którym leciał poranny talk-show. Wjechałam na siódme piętro i cicho otworzyłam drzwi. W mieszkaniu panowała cisza, jedynie dobiegał z sypialni dźwięk chrapania. Max spał. Idealnie.
Wszłam do kuchni. Na stole stała na wpół pusta butelka whisky. Najwyraźniej po wyjściu Emily próbował utopić poczucie winy w alkoholu, o ile w ogóle je miał. W szafce znalazłam jego ulubiony kubek, ten z napisem „Najlepszy Szef”, prezent od kolegów. Wyjęłam z torby midazolam, lek stosowany do sedacji zabiegowej. Nabrałam do strzykawki niewielką dawkę – niegroźną, ale wystarczającą, by zapewnić głęboki sen bez snów na dwie do trzech godzin. Wlałam zawartość strzykawki do kubka i nalałam świeżej kawy z ekspresu. Zapach kawy go obudzi; Emily mówiła mi, że nie może zacząć dnia bez mocnego espresso.
I rzeczywiście, po około dziesięciu minutach usłyszałam kroki z sypialni. Max wszedł do kuchni w bieliźnie i podkoszulku, z potarganymi włosami i zmarszczkami na twarzy. Zamarł na mój widok. „Charlene? Co ty tu robisz?”
„Dzień dobry, Max. Przyszłam porozmawiać o mojej córce. Kawa?” Wskazałam na kubek.
Zmarszczył brwi, ale wziął go i pociągnął duży łyk. „Gdzie Emily?”
„Ze mną. A ona tam zostaje”.
„Dlaczego? To moja żona”.
„Żona, którą biłeś”.
Skrzywił się, chcąc coś powiedzieć, ale uniosłem rękę. „Nie zawracaj sobie głowy zaprzeczaniem. Widziałem ślady. Jestem lekarzem, Max. Potrafię odróżnić siniaka od przypadkowego urazu”.
Pociągnął kolejny łyk kawy i usiadł przy stole. „To jej wina. Naprzykrza się swoimi żądaniami. «Domek za pięćset dolarów», mówi”.
„I to powód, żeby uderzyć kobietę w ciąży?”
Wzruszył ramionami. „Nie uderzyłem jej. Tylko… trochę ją popchnąłem”.
Midazolam zaczął działać. Widziałem, jak Max pociera oczy i ziewa. „Chyba chce mi się spać. Może przesadziłem wczoraj w nocy” – mruknął.
„Może się położysz? Poczekam” – zasugerowałem słodkim głosem.
Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale powieki miał już ciężkie. „Może porozmawiamy później”. Wstał, zachwiał się i wrócił do sypialni. Odczekałem piętnaście minut, a potem poszedłem sprawdzić. Był nieprzytomny.
Teraz zaczęła się interesująca część.
Wróciłem do kuchni, sprzątnąłem stół w jadalni i przetarłem go alkoholem. Sterylność przede wszystkim, nawet jak na teatralną aranżację. Rozłożyłem narzędzia: skalpele, zaciski, nożyczki, igłotrzymacze. Wszystko lśniło zimnym, metalicznym połyskiem w porannym świetle. Wziąłem ampułki i strzykawki i ułożyłem je w równych rzędach. Następnie przyniosłem czyste ręczniki z łazienki i rozłożyłem je na stole. Scena wyglądała imponująco, jakby ktoś przygotowywał się do poważnej operacji.
Ale to był dopiero początek. Wyjąłem z torby kartkę papieru i długopis. Napisałem dużymi, wyraźnymi literami:
Leave a Comment