„Czy wróci?” – zapytał Michael cicho. Spojrzał na mnie z niepokojąco dorosłą powagą.
„Nie wiem, Mikey” – odpowiedziałam szczerze. „Naprawdę nie wiem. Ale jedno wiem na pewno: damy sobie radę. Przejdziemy przez to. Zawsze tak było, prawda?” Przypomniałam im o przeszłych zmaganiach, które razem pokonaliśmy, o chorobach i złamaniach. „Byłam przy tobie i zawsze będę przy tobie. Nieważne, co się stanie, damy radę. Obiecuję”.
„Obiecujesz?” – wyszeptała Chloe, patrząc na mnie z nadzieją w oczach pełnych łez.
„Obiecuję. Mamy nie okłamują swoich dzieci”.
Trzymałam je jeszcze przez kilka minut, po czym delikatnie się uwolniłam i podeszłam do okna. Biały Land Cruiser zniknął. David zniknął. A przynajmniej tak mu się zdawało. Przypomniałam sobie, zaledwie trzy tygodnie i cztery dni temu, noc, kiedy mój świat rozpadł się na kawałki i odrodził. David zadzwonił, żeby powiedzieć, że pracuje do późna. Postanowiłam poszukać przepisu na jego laptopie. Zwykle mu to nie przeszkadzało, a my miałyśmy wspólne hasło: datę naszego ślubu. A przynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy otworzyłam, czat w mediach społecznościowych był już otwarty. Pierwsza wiadomość zmroziła mi krew w żyłach.
Kochanie, jeszcze tylko miesiąc. Sprzedaję mieszkanie tej wiedźmy i będziemy żyć na całego. Turcja to dopiero początek.
Przewinęłam w górę. Czat był z Vicky Hayes, trenerką fitness z klubu, do którego David dołączył w kwietniu. Czytałam dalej, a ręce mi się trzęsły.
Turcja, potem Bali, a potem może przeprowadzimy się do Tajlandii. Naprawdę nie potrzebuję dzieci. Niech je wyżywi za swoje pieniądze. Chcę być wolna, Vicky. Jesteś moją królową. Wkrótce będziesz żyć jak księżniczka.
Leave a Comment